MARYJA!

Najstarszy zakonnik
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Najstarszy zakonnik

Najstarszym członkiem Zakonu Franciszkanów Konwentualnych jest o. Łucjan Królikowki, który kończy 100 lat. Należał do grona tych franciszkanów, którzy osobiście znali św. Maksymiliana. Na zdjęciach z tamtego okresu z przedwojennego Niepokalanowa zawsze na jego ustach widać wielki uśmiech.

W 2008 r. otrzymał nawet Order Uśmiechu. To nie dziwi, gdyż na fotografii z Ojcem Maksymilianem, zrobionej z okazji złożenia pierwszych ślubów zakonnych, tylko jego twarz śmieje się od ucha do ucha. Jego życie jednak wcale nie było usłane różami, ale on sam, jak mówił: "Wiedziałem, że należę do Niepokalanej, więc będąc w Jej rękach postanowiłem nie zamartwiać się o samego siebie". Niewątpliwie to dobra rada i przykład życia.

Obcowanie ze świętym

Historia życia o. Łucjana jest bogato spleciona z historią świata. Urodzony 7 września 1919 r. w Nowym Kramsku w Polsce. Wstąpił do klasztoru w Niepokalanowie w wieku 15 lat w 1934 r. Przez trzy lata mieszkał we wspólnocie ze św. Maksymilianem i na jego ręce złożył pierwsze śluby zakonne na trzy dni przed wybuchem II wojny światowej. Mimo wojny udało mu się ukończyć studia filozoficzne w 1940 r. Ojciec Łucjan przez całe swoje życie podkreślał, że chciał zostać takim kapłanem i zakonnikiem jak Ojciec Maksymilian. Jak wspomina: "Po raz pierwszy zobaczyłem Ojca Maksymiliana po jego powrocie z Japonii w 1936 r. Byłem wtedy studentem Małego Seminarium Misyjnego. To ważne, gdyż Maksymilian pragnął, by każdy z nas zakonników żyjących w Niepokalanowie był misjonarzem. To był niesamowity czas, w klasztorze niepokalanowskim było nas dużo, pracowaliśmy na trzy zmiany".

O. Królikowski wspomina, że jego powołanie zaczęło się od lektury "Rycerza Niepokalanej". "Pewnego dnia - wspomina zakonnik - mój wujek, który był bratem zakonnym w Niepokalanowie, gdzie pracował w administracji, przyjechał do Poznania, mego rodzinnego miasta, prezentując wystawę o misji w Japonii. Nie zamierzał on z braku czasu odwiedzać nas, jednak moja mama poszła, by się z nim spotkać. W ten sposób on odwiedził nas i wtedy zrozumiałem, że powinienem pojechać do Niepokalanowa i zostać kapłanem. Wcześniej nigdy o tym nie myślałem. Gdy powiedziałem o tym mojej mamie, ona ze wzruszeniem odpowiedziała mi, że modliła się i prosiła Boga o powołanie dla mnie. Mój wujek przesyłam mi szybko dokumenty, które miałem dostarczyć, i tak przyjechałem do Zagrody Niepokalanej".

"Od św. Maksymiliana - wspomina o. Łucjan - nauczyłem się, że Niepokalana jest dla nas najlepszym darem od Boga. W Niepokalanowie zrozumiałem też jak ważne jest ubóstwo połączone z apostolatem otwartym na wszelkie nowinki techniczne. Często przychodził do nas do Małego Seminarium i grał z nami w szachy. Był w tym bardzo dobry, ale wielokrotnie pozwalał nam młodym wygrać. Raz wystawiliśmy go na próbę, przeciw jemu jednemu grało aż dziesięciu. No cóż, Ojciec Maksymilian był dobry z matematyki i pokonał naszą dziesiątkę bez trudu. Kiedyś zapytaliśmy go, dlaczego ma dwa kolory na brodzie, gdyż po powrocie z Japonii jedna część jego brody była siwa, a druga czarna. Opowiedział, że kiedyś w Japonii przez przypadek wylał jakiś napój, który ufarbował mu część brody na czarno. Przy czym, śmiejąc się dodał, że teraz nosi esencję z sobą na brodzie, więc wystarczy, że wleje sobie wody i zaparzy herbatę ze swojej brody. Tę historię opowiadał nam w tak prosty i śmieszny sposób, że dobrze żeśmy się bawili, słuchając jego barwnego opowiadania. To, co było ciekawe, to fakt, że Maksymilian nigdy nie mówił głośno, by nam coś powiedzieć zawsze używał mikrofonu. Jako młodzi chłopcy garnęliśmy się do niego. Kochaliśmy go, gdyż on zawsze starał się wyjść nam naprzeciw i rozwiązywać nasze problemy. Kochał sport i do niego nas zachęcał, choć sam chyba nie miał na to czasu i sił".

Literat

W archiwum Niepokalanowa znajduje się wiele zdjęć z Olimpiady, zorganizowanej dla uczniów Małego Seminarium Misyjnego w 1936 r. O tym wydarzeniu napisał młodziutki Łucjan w "Echu Niepokalanowa", ujawniając swój wielki talent literacki. Później przez wiele lat będzie go wykorzystywał, przygotowując wiele publikacji i audycji radiowych. Posłuchajmy kilku zdań ze wspominanego artykułu i relacji z Olimpiady:

Po modlitwie i krótkim przemówieniu o. Gwardiana, szeregi defilują sprężystym krokiem. (...) Już rozpoczynają zawody. Na bieżni finiszują krótkodystansowcy - wydobywają z siebie cały zapał, wszystkie siły, aby tylko prędzej dotknąć piersiami taśmy. Widownia nagradza zwycięzcę głośnym aplauzem. Po przeciwnej stronie zwinni jak koty druhowie wspinają się po linach i drabinach. Inni znów bujają się chwilę na kółkach, robią salto mortale i już są na ziemi. Brawo! 6 m skoczył, a to zuch - krzyczy jeden, drugi. Tym czasem na bieżni wyrastają, jak grzyby po deszczu, chłopcy na szczudłach. Bieg ten będzie wielce emocjonujący i ma najwięcej zwolenników (...).

Los tułacza

Br. Łucjan został wysłany do obozu pracy w Gułagu na Syberii w 1940 r. Tam przez 13-14 godzin każdego dnia ścinał drzewa, jedząc sporadycznie kawałek chleba. Niecały rok po aresztowaniu brata Łucjana, św. Maksymilian został aresztowany przez Niemców i wysłany do Auschwitz. Br. Łucjan został zwolniony, ponieważ, jak mówił: "Kiedy Hitler dokonał inwazji na Rosję, Rosja tak bardzo się bała, że uwolniła tych, którzy mogą służyć w wojsku". Rosja potrzebowała zdolnych ludzi do służby w wojsku. W końcu, po odbyciu służby w Rosji w Wojsku Polskim, mógł kontynuować studia teologiczne w 1946 r. "Kiedy dotarliśmy do Bagdadu, złożyłem podanie o seminarium franciszkańskie - wspomina o. Łucjan. - Potrzebni byli kapłani do Polskiej Armii Wyzwolenia, która szukała mężczyzn, którzy już ukończyli niektóre studia. Zostałem zabrany z wojska i wysłany do Bejrutu w Libanie. Spędziłem cztery lata w Bejrucie i uczyłem się u francuskich jezuitów. Wyświęcono mnie w Bejrucie - wyjaśnił - zaś śluby zakonne złożyłem 14 lipca 1945 r."

O. Łucjan pełnił funkcję kapelana szpitala wojskowego. Został kapelanem obozu dla uchodźców w Afryce, gdzie chronił ponad 150 polskich sierot z obozu gułagów przed polskim komunizmem w podróży, która wiodła z Afryki do Włoch, a następnie z Niemiec do Kanady. W Kanadzie posługiwał do 1966 r., a następnie przełożeni przenieśli go do wspólnot w USA. Przez ponad 30 lat posługiwał w Godzinie Różańcowej Ojca Justyna. Godzina Różańcowa pozostaje najstarszym katolickim programem radiowym w języku polskim w USA i Kandzie.

Teresa M. Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA