MARYJA!

Świętych obcowanie
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Świętych obcowanie

1 listopada Kościół obchodzi uroczystość Wszystkich Świętych. Dzień ten kojarzy się z nawiedzaniem cmentarzy, zniczami i kwiatami. Znicze, które zapalamy, i modlitwa za tych, którzy odeszli już z tego świata do wieczności - to znak naszej nadziei. Wierzymy, że nasi bliscy zmarli już cieszą się chwałą w domu Ojca Niebieskiego. Kościół w tym dniu oddaje cześć tym wszystkim, którzy już weszli do chwały niebieskiej, a nam - pielgrzymującym jeszcze na ziemi - wskazuje drogę, którą mamy kroczyć, by wejść do obiecanej krainy świętości. To dzień, w którym pamiętamy o wspólnocie ze Świętymi - oni poprzedzi nas, ale stale opiekują się nami, a my poprzez modlitwę i ofiarę również możemy im pomóc.

Rozważmy konferencę, którą św. Maksymilian wygłosił do braci w Niepokalanowie na temat życia pozagrobowego.

Zwyczajnie po śmierci jakiejś osoby panuje smutek, a czasem nawet rozpacz... Śmierć w klasztorze nie przedstawia się jako groźny nieprzyjaciel. Niektórzy ludzie świeccy są przejęci sprawą wieczności, lecz uważają śmierć za coś złego i groźnego. Tymczasem śmierć jest drogą do nieba.

Naturalnie, że śmierć powoduje czasem smutek, zwłaszcza śmierć drogich i bliskich nam osób. Nawet Pan Jezus płakał nad śmiercią swego przyjaciela, Łazarza. W tym smutku nie ma więc nic złego - nawet niedoskonałości. Pamiętam, gdy jeden z pierwszych członków Milicji Niepokalanej zmarł w Rzymie, atmosfera była spokojna, a nawet radosna. Cieszyli się wszyscy, że już dostał się do nieba.

Tak samo i tutaj, w Niepokalanowie, panuje ta radość. Wszyscy jesteśmy przeświadczeni, że zmarły dziś nad ranem br. Annuncjatus poszedł prosto do nieba.

Kto przyszedł do klasztoru, ten na pewno nie po to przyszedł, aby się potępić, lecz aby osiągnąć zbawienie. Ale z czyśćcem mamy kłopot. Wiemy, że prawie wszyscy tam muszą iść i cierpieć srogie męki.

Rozmawiałem nieraz na temat czyśćca z braćmi, którzy mnie o to zapytywali i mówiłem im, że z Niepokalanowa do czyśćca się nie idzie.

Wyglądałoby to może na dziwne powiedzenie, lecz tak jest naprawdę.

Z Niepokalanowa - chodzi tu o ducha!

Jeżeli ktoś tu będzie ciałem tylko, a duchem poza Niepokalanowem, to to powiedzenie nie odnosi się do niego. Ale kto bezgranicznie oddał się Niepokalanej z ciałem i duszą, śmiercią i wiecznością, tak jak to jest napisane w dyplomiku milicyjnym, ten do czyśćca nie idzie.

Drobnymi upadkami nie należy się zniechęcać, bo to jest pokusą szatańską. Starajmy się o to, by ten duch całkowitego oddania się Niepokalanej coraz bardziej się w nas pogłębiał.

Kto ma tego ducha, to czy on będzie w Niepokalanowie, czy gdzieś poza jego opłotkami, czy to będzie nawet człowiek świecki, a żyjący w tym duchu - trudno nawet przypuścić, tak na rozum biorąc, aby się dostał do czyśćca.

Gdyby ktoś z nas - przypuśćmy - był na miejscu Niepokalanej, czy byłby tak niedobry i tych, którzy oddali mu się bezgranicznie, bez żadnych zastrzeżeń, ze wszystkim - czy posłałby ich jeszcze na męki czyśćcowe? Prawda, że to jest niezgodne z naszym rozumem.

A teraz - czyż Niepokalana nie jest od wszystkich nas lepsza? Zatem jest pewnością moralną, że kto tego ducha oddania się Niepokalanej posiada, to Ona nie potrafi dopuścić, aby on poszedł do czyśćca.

Powinniśmy się cieszyć, iż br. Annuncjatus poszedł wprost do nieba, bo on miał to usposobienie, tego ducha. Widać to było po nim.

Słuszny jest więc ten pokój między nami, gdy ktoś z nas przeniesie się do wieczności.

Najważniejszy dział pracy. Nieraz chodzę między chorymi i mówię: Wyście działem pracy, i to jednym z najważniejszych działów... Wy jesteście w tym szczęśliwym położeniu, że nie widzicie owoców swej pracy, a żyjecie z tego, co inni na Was zapracują. Skutków swego cierpienia nie widzicie swoimi oczyma. Tu miłość własna nie ma co robić, nie ma dla niej między Wami miejsca. Pracując zaś w jakimś innym dziale, widzi się wyniki swych wysiłków i nieraz przychodzi taka myśl, że nikt inny nie potrafi tego zrobić, że wszystko należy przypisywać mojemu pomysłowi i zdolnościom, itd. Chociaż i tu można wszystko uświęcić dobrą intencją. Tutaj więc w szpitaliku jesteście wolni od tych pokus, jakkolwiek całkowicie nigdy nie zdołamy się od nich uwolnić, tym bardziej od pokus wypływających z miłości własnej.

O. Marian Sobolewski, gwardian konwentu krakowskiego, udzielając rekolekcji w tymże konwencie, powiedział, że gdyby w jakimś klasztorze nie było chorych, należałoby się modlić, aby byli.

Jeżeli tedy chorzy tak są pożyteczni, a ich dział pracy tak wydajny, to cóż powiedzieć o tych, którzy już są w niebie!

Utarło się u nas takie przekonanie, że gdy jest jakaś wyjątkowa sprawa do przeprowadzenia, to wybiera się ktoś do nieba i staje się tam "działowym" tej sprawy. Tak było i ze sprawą Milicji Niepokalanej; cały rok mnóstwo najróżnorodniejszych kłopotów, trudności i niepowodzeń. Dopiero po śmierci dwu pierwszych członków wszystko się zaczęło rozwijać: jest pozwolenie ojca generała Tavaniego na zaprowadzenie MI wśród seminariów franciszkańskich, jest pozwolenie na przyjmowanie świeckich itd.

Gdy o. Wenanty położył się do grobu, rozpoczyna się wydawnictwo "Rycerza".

W Grodnie umiera jeden z pierwszych braci, który był najbardziej może potrzebny - br. Albert i wtedy wybieramy się na pola teresińskie na poszukiwanie terenu pod Niepokalanów.

I tak jeszcze dalej moglibyśmy przekonywać się o tym.

O. Alfons umarł właśnie wtedy, kiedy trudności finansowe były tak wielkie, że nawet sam O. Prowincjał płakał, że nie zdoła się z nich wybrnąć, że katastrofa musi nastąpić. Tymczasem po śmierci o. Alfonsa, nie wiadomo skąd, bo całkiem niespodzianie, wpływają większe kwoty i długi się reguluje.

Ci, co schodzą z tego świata, rozpoczynają dopiero "tam" swe dzieło.

Niepokalanów jest tylko nowicjatem. Jedni przychodzą na nowicjat inni z niego odchodzą. Podobnie jest z całym Niepokalanowem - przypływ i odpływ, jedni bracia przychodzą, a drudzy nas opuszczają, udając się w krainę wieczności. Za jakiś czas już i nas nie będzie - pójdziemy na "profesat". Tutaj się czasem może zdarzyć, że ktoś sprzeniewierzy się świętym ślubom, tam zaś w niebie z tego "profesatu" na pewno nie wystąpimy, ani nie grozi nam w nim żadne inne niebezpieczeństwo. Tu na ziemi człowiek ma wolną wolę, może wszystko robić, nawet na swą szkodę i zgubę. Nawet po ślubach solemnych nie jesteśmy jeszcze zabezpieczeni całkowicie. Czytamy w Piśmie Świętym, że nawet cedry Libanu padają [por. Ps 28,6].

Bardzo ważna jest modlitwa i przyjmowanie upokorzeń, aby łaski Bożej człowiekowi nie zabrakło.

Widzimy więc, że nawet śluby nie zabezpieczają nas w zupełności tu na ziemi. Ale kto się dostanie do nieba, stamtąd już nie wyjdzie, nie wycofa się. Słusznie tedy można powiedzieć, że całe życie tutaj na ziemi to nowicjat, a tam w niebie - profesat. Tu jest Niepokalanów próbny, a tam prawdziwy; gwardianem w nim jest Niepokalana.

Wyobrazić sobie tego nie możemy należycie, bo to przechodzi nasz umysł ludzki. Koń też chciał sobie wyobrazić, jak to wygląda uczta jego pana. A więc przedstawiał sobie, że będzie tam owies najlepszego gatunku, a słomy to już tam nie będzie chyba, ale delikatne siano. Tak samo jest i z naszym wyobrażeniem o tych rzeczach. Nie możemy opisać, jak to będzie w tym Niepokalanowie górnym, ale możemy powiedzieć, że Niepokalana będzie tam gwardianem.

Działów narzędziowych, jak i działu zdrowia tam nie będzie; to wszystko jest tam niepotrzebne, ale będzie tam jeden dział: administracja MI, czyli dział pracy nad duszami. Ona utrzymywać będzie ten kontakt z duszami, tworzyć będzie tzw. świętych obcowanie. Ten dział będzie się rozwijał. Oczywiście będzie ta administracja myślała o świecie nawet więcej od nas, o naszych sprawach, a przede wszystkim o zbawieniu dusz, gdyż w niebie o wiele więcej dusze wybrane miłują Pana Boga i Niepokalana.

Jak ktoś ma jakieś województwo teraz do załatwienia, to on i po śmierci o nim nie zapomni, ale się będzie opiekował, modlił się o zbawienie dusz z tego terenu itd.

To świętych obcowanie na tym polega, aby utrzymywać kontakt z duszami.

Po śmierci możemy przez modlitwy o wiele więcej pomagać wszystkim, bo mamy już ręce wolne. Święci ze sobą już nie mają kłopotu. Ci, co przeszli do Niepokalanowa niebieskiego, więcej interesują się nami i sprawami Niepokalanowa ziemskiego od nas.

Możemy więc załatwiać sprawy z nimi bezpośrednio, już nie za pośrednictwem karteczek i instytucji, ale bezpośrednio. Jak będziemy mieć jakiś kłopot czy coś innego, zwróćmy się do nich, a oni załatwią to z Niepokalaną. Gdy ktoś odchodzi od nas, można polecić mu różne sprawy do załatwienia, a na pewno tam w niebie będą załatwione.

Może kto będzie odczuwał smutek z powodu odejścia jakiegoś bliskiego mu brata, ale nie będzie to smutek niedoskonały, owszem, nic niedoskonałego w nim nie będzie.

Oczywiście musimy polecić br. Annuncjatusa miłosierdziu Bożemu i Niepokalanej według naszej Reguły, ale miejmy przekonanie, że on tych modlitw już nie potrzebuje, a Niepokalana przeznaczy je innym duszom.

opr. Teresa M. Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA