MARYJA!

Obozowy chleb – wiara Ojca Maksymiliana
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Obozowy chleb – wiara Ojca Maksymiliana

"Niech żyje" - z takim okrzykiem bracia więzieni w Amtitz wychodzili pod eskortą niemieckich żołnierzy z obozu. Każdy z nich był przekonany, że pociąg, do którego wsiedli, zawiezie ich do Polski i do upragnionej wolności. 9 listopada pociąg zatrzymał się w Ostrzeszowie. Więźniowe pod eskortą żołnierzy zostali przeprowadzeni do budynków gimnazjum salezjanów. Tu nie było już tak kolorowo. Niemcy obchodzili się z więźniami zimno i surowo. To była od wielu miesięcy pierwsza noc, którą bracia franciszkanie przespali w budynku. Br. Nazariusz Słota tak wspomina ten czas:

"Przyjemnie spało się na świeżej słomie, gdzie nie było jeszcze wszy. W pierwszy dzień podano nam posiłek, ale nie mieliśmy żadnych naczyń. Dopiero trzeciego dnia pobytu w Ostrzeszowie pozwolono nam na zakup jakiś naczyń. Te zakupione garnuszki mieliśmy już do końca pobytu w obozie. Ludziom natomiast przywieziono jakieś stare puszki po konserwach. Tu było nam znacznie lepiej. Ludność, wiedząc o naszym pobycie, przynosiła nam jedzenie. W tym czasie zaczęliśmy też życie wspólne. Ojciec Maksymilian z innymi ojcami ułożył program dnia.

5.40 wstawanie, mycie się przy pompie
6.00 medytacja
6.30 Kiedy ranne i pacierze kanoniczne
Czas wolny
17.30 medytacja i pacierze kanoniczne
18.30 rekreacja
19.30 śpiewy maryjne i rachunek sumienia
20.30 milczenie ścisłe

W tym okresie można było według uznania wcześniej położyć się spać.

Niemcy często przychodzili, by słuchać śpiewów pieśni maryjnych, a nawet prosili, byśmy je śpiewali.

Piękny przykład życia wspólnego dał nam kiedyś br. Cyprian Zbytniewski. Poczciwy ten 56-letni staruszek, będąc wyczerpany, został posłany do lekarza. Ten, widząc jego stan, dał mu 1 kg kiełbasy i bochenek białego chleba. Po powrocie od lekarza br. Cyprian oddał to wszystko Ojcu Maksymilianowi, aby on podzielił to między braćmi".

Dzięki zapiskom znamy wiele szczegółów z codziennego życia. Bracia zanotowali nawet to, co jedli, i jaka była pogoda. Niemcy mieli pewne względy na braci od 11 listopada, kiedy to w obozie zmienił się komendant. Warunki były bardzo złe. Nie było okrycia, ani ogrzewania. Wszędzie panowało robactwo, które nie dawało szans na spokojny odpoczynek. Do tego doskwierał głód. Dużo pomagali więźniom mieszkańcy miasta. Bracia z początku nie mieli powolnienia, by wychodzić poza obóz. Świeccy wychodzili na miasto, by kwestować i prosić o wsparcie żywnościowe. Br. Cyprian Grodzki, ryzykując sankcjami, zakasując habit do góry, wielokrotnie dołączał do wychodźców i przemykał przez bramę obozową, by żebrać o chleb. Ojciec Maksymilian w tym czasie przygotowywał braci na wszelkiego rodzaju sytuacje, które mogą zaistnieć podczas wojny. Mówił m.in. o planach wznowienia działalności wydawniczej po powrocie do Niepokalanowa lub - jeśli działalność wydawnicza nie będzie możliwa - o uruchomieniu warsztatów i niesieniu pomocy ludziom.

Od 20 listopada Niemcy rozpoczęli likwidację obozu i wysyłali ludzi do domów. Bracia byli przekonani, że Nowennę przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP odprawią już w klasztorze. Jednak wyjazd osób z województwa warszawskiego przedłużał się. 29 listopada bracia rozpoczęli Nowennę. "W tym dniu - czytamy we wspomnieniach braci - Ojciec Maksymilian wygłosił konferencję nt. zachowania ślubów zakonnych. Nauki rekolekcyjne zastąpione były lekturą książek: Jezus, król miłości oraz Słodka Opatrzność, które wypożyczył braciom miejscowy proboszcz. Nauki odbywały się w czterech blokach: o 6 rano, o 11.30, o 15 i o 17.30. Życie obozowe i jego nędza najlepiej przygotowywały nas do rekolekcji. Nauki te były balsamem na wszystkie rany, tym bardziej że były bardzo dobrze dobrane. Czuliśmy, że odradzamy się duchowo. W klasztorze, wśród licznych zajęć, nie byłoby możliwe odprawienie takich rekolekcji. Cały czas obowiązywało nas milczenie".

Inny brat opisuje naukę, którą 2 grudnia wygłosił ojciec Maksymilian: "To ostatnia sobota naszego pobytu w obozie, ostatnia sobota rekolekcji i ostatnia sobota Nowenny do Niepokalanej. Ojciec mówił nam, jak mamy je przeżyć, by oddać cześć Niepokalanej i jak zachowywać nadnaturalne posłuszeństwo, mimo warunków obozowych, oraz o zdaniu się we wszystkim na Opatrzność Bożą. Rano, gdy otrzymaliśmy chleb, Ojciec Maksymilian kazał nam zjeść cała porcję, mówiąc, że Opatrzność Boża później zaradzi. On w ten sposób zmusił nas do patrzenia dalej i głębiej. Zastanawiałem się, jak to będzie, skoro całą porcję dziennego chleba zjedliśmy już rano. Wtem około południa wszedł br. Wincenty, niosąc duży kilkukilogramowy bochenek chleba, który przysłał mu ktoś z rodziny. Ojciec Maksymilian kazał mu pokroić chleb i rozdać braciom na drugie śniadanie, aby bracia posilili się. Niektórzy z nas protestowali, prosząc, aby zostawić chleb na czas obiadu. Jednak Ojciec Maksymilian stanowczo odparł: «Nie dziecko, kraj, Opatrzność Boża później o nas pomyśli». Więc pokroiliśmy ten chleb i zjedli. Obserwując to, czekałem na obiad - wspomina br. Nazariusz. - Nauka rekolekcyjna kończy się, zaraz będzie obiad, a tu nie ma chleba. Nagle wchodzi do naszej celi urzędnik z kancelarii i pyta, czy na sali jest Sniosek. To nazwisko br. Pacyfika. Brat udał się do kancelarii, by za chwilę wrócić niosąc z sobą dwa bochenki chleba, który tak bardzo był nam potrzebny na obiad. To wydarzenie bardzo utwierdziło nas w wierze. Ja - pisze dalej br. Nazariusz - czekałem jeszcze, co będzie się dział podczas kolacji. Nadszedł jej czas, idziemy po kawę, ale do niej nic nie ma. Będziemy pić jak «na tępa», czyli po wojskowemu - pomyślałem. - Przecież Pan Bóg nie musi zawsze nam dogadzać, może trochę i doświadczyć. A tu patrzę i z boku podchodzi do nas jeden z braci pallotynów, przebywających razem z nami w obozie, i wręcza br. Gerardowi dużą torbę napełnioną bułkami, mówiąc, że ktoś ją ofiarował dla wszystkich księży z obozu. Zatem każdy otrzymał na kolację po jednej bułce. Przekonałem się wówczas, że wiara Ojca Maksymiliana nie zawiodła".

Już 5 grudnia bracia byli gotowi do odjazdu, jednak Niepokalana miała inne plany, a odjazd opóźniał się.

c.d.n.

opr. Teresa M. Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA