MARYJA!

Święty Józef w Niepokalanowie Japońskim
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Święty Józef w Niepokalanowie Japońskim

Niepokalanowianie uciekali się do opieki św. Józefa i zawsze byli wysłuchani. W polskim Niepokalanowie jest wiele historii niezwykłej opieki tego Świętego oraz wotów, które zakonnicy składali za wyświadczone łaski. Podobnie rzecz ma się w japońskim Niepokalanowie.

Uratowanie od głodu

Wojna wyczerpała japoński kraj do ostateczności. Głód dawał się wszystkim we znaki, również misjonarzom w Nagasaki. Duże utrapienie miał kucharz zagrody niepokalanowskiej w Nagasaki br. Kasjan Tetich, gdyż musiał wydzielać coraz to skromniejsze porcje. Zapasy w spiżarni topniały z dnia na dzień. W dodatku przybywało osób, które trzeba było także wyżywić. W końcu zapasy się skończyły, a br. Kasjan wieczorem powiedział sam do siebie: "Och, co ja biedny podam jutro do stołu naszym braciom? Jeśli św. Józef nie zadziała, to pewnie będziemy z głody umierać". Następnego dnia bracia otrzymali spore zapasy żywności. Od tego dnia, oprócz Matce Bożej, polecali się także opiece św. Józefowi. Co więcej, darczyńcą okazała się osoba o imieniu Józef. Br. Kasjan zauważył, że "w ten sposób sam św. Józef podpisał się pod swoim dziełem". Za wyświadczone dobro br. Kasjan wydał po wojnie książkę opisującą cuda św. Józefa. Bracia co roku powierzają się opiece św. Józefowi, a jako wotum wdzięczności w ogrodzie klasztornym postawili figurę Świętego.

Uratowani od skutków wybuchu bomby atomowej

Gdy wojna zaczęła przybierać na sile, po uroczystym przygotowaniu się poprzez nowennę, bracia oddali siebie i klasztor opiece św. Józefa. Było to 21 października 1942 r. Dokonując aktu zawierzenia, misjonarze przyrzekli co środę urządzać uroczyste nabożeństwa wieczorne ku czci św. Józefa. Do codziennych wieczornych modlitw postanowili dodać pieśń i modlitwę ku czci Świętego Patriarchy, a w refektarzu klasztornym umieścili duży obraz z jego wizerunkiem. I rzeczywiście, kiedy w sierpniu 1945 r. na Nagasaki spadła bomba atomowa, klasztor ocalał, a bracia dzień wcześniej udali się do Tokio celem załatwienia formalności wizowych. W ten sposób św. Józef - jak mówili - ocalił ich od śmierci. Gdy wrócili do klasztoru, mogli skutecznie zająć się pomocą poszkodowanym.

Uzdrowienie chorej nogi

Starszy seminarzysta, który miał rozpocząć nowicjat, zachorował na próchnicę kości w prawym boku. Zabiegi różnych lekarzy nie pomagały. Chłopcu było na imię Józef. Rektor niższego seminarium w Nagasaki polecił mu modlitwę do św. Józefa. Chłopiec zapytał: "A czy św. Józef ma taką potęgę, by móc mnie uzdrowić?". Rektor mu odpowiedział: "Ma ją od Pana Jezusa. Św. Józef był Jego opiekunem i On niczego mu nie odmawia. Ma on taką potęgę, bo Pan Jezus chce, by ją miał". Przy okazji nie obyło się bez ponownego krótkiego katechizmu i wykładu. Chłopiec rozpoczął nowennę do św. Józefa, podczas której zaczął rosnąc mu wielki i dość brzydki wrzód. W pewnym momencie powiedział do opiekującego się nim brata: "Dziś już ostatni dzień marca i chyba mój wrzód pęknie". I tak było. Rana dość szybko zaczęła się goić. Po latach studiów chłopiec został zakonnikiem franciszkańskim i przyjął imię Gabriel. Wspomniane wydarzenie opisał w japońskim wydaniu "Rycerza Niepokalanej".

Uzdrowienie z zapalenie otrzewnej

Pewnego dnia z samego rana przychodzi do Rektora niższego seminarium w Nagasaki chłopiec z płaczem: "Dziś czuję się bardzo źle i muszę się położyć". "Dobrze" - odpowiedział Rektor. Chłopcu było na imię Józef. Przed południem Rektor poszedł do sypiali, by zobaczyć, jak chory się czuje. Rektor zorientował się, że stan chłopca się pogarsza i wezwał lekarza. Ten, po dokładnym zbadaniu, orzekł ostre zapalenie otrzewnej. Chłopiec z godziny na godzinę czuł się gorzej. Lekarstwa nie pomagały. Był to miesiąc marzec, więc w intencji chorego rozpoczęły się modlitwy do św. Józefa. Zbliżał się 19 marca. Chory gorąco modli się do swego Patrona i z wielką wiarą powtarzał, że w dniu św. Józefa zostanie wysłuchany. Prośby zostały wysłuchane. Chłopiec 19 marca wstał z łóżka i od tego dnia czuł się zdrowy. Ufundował on, jako wotum dziękczynne, pięknie haftowaną stułę, którą do dziś można oglądać w klasztorze w Nagasaki.

Teresa Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA