MARYJA!

125. rocznica urodzin Świętego
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

125. rocznica urodzin Świętego

Od urodzin i chrztu św. Maksymiliana Marii Kolbego mija 125 lat. Okrągła rocznica skłania do refleksji.

Święty Maksymiliana na chrzcie świętym otrzymał imię Rajmund, urodził się w zaborze rosyjskim. Rodzice byli Polakami, ale Polska była w tym okresie wykreślona z kart świata. Akt urodzenia został sporządzony w języku rosyjskim, a data urodzenia zapisana według kalendarza juliańskiego i pod tą datą przeszła do historii. Ciekawostką jest fakt, że sam święty w dokumentach klasztornych, czyli nie tych oficjalnych, wpisywał jako datę swego urodzenia 7 stycznia, a nie 8 stycznia. Dlaczego tak było, pozostanie tajemnicą, może to zwykła ludzka pomyłka, a może, co było częstym zjawiskiem w tamtych czasach, urodził się tuż przed północą, o czym wiedział z przekazów ustnych, ale rodzice - chcąc, by był młodszy, podali trochę późniejszą datę. To tylko nasze ludzkie domysły, które i tak nic nie wnoszą w przesłanie Świętego i jego życie, które dla wielu i dziś jest przykładem i inspiracją do dobra.

We wtorek, 8 stycznia, mija 125 rocznica urodzin i chrztu św. Maksymiliana Marii Kolbego. Z tej racji po Mszy św. o godz. 11.00 w sali św. Bonawentury odbędzie się projekcja filmu Dwie korony w reż. Michała Konrada. Wstęp wolny. Zapraszamy wszystkich czcicieli św. Maksymiliana do wspólnej modlitwy.

Oto jak brzmi akt urodzenia Świętego:

Działo się to w Zduńskiej Woli, 27 grudnia 1893 r. (8 stycznia 1884 r.) o godzinie 4 po południu stawił się osobiście Juliusz Kolbe, lat 23, tkacz, zamieszkały we wsi Zduńska Wola w obecności Leopolda Lange lat 30 ze wsi Zduny i Franciszka Dąbrowskiego, lat 30 liczącego ze wsi Ogrodzisza obydwóch tkaczy i okazał nam dziecię płci męskiej, oświadczając, że ono urodziło się we wsi Zduńska Wola, dnia dzisiejszego o godzinie pierwszej w nocy z jego ślubnej małżonki Marianny z domu Dąbrowska, lat 24. Dziecięciu temu na chrzcie świętym w dniu dzisiejszym odbytym nadano imię Rajmund, a rodzicami chrzestnymi jego byli Leopold Lange i Anna Dąbrowska. Akt urodzenia nr.12/1894

Przytoczmy jeszcze świadectwo kolegi z lat szkolnych Ojca Maksymiliana o tym, jakim był on dzieckiem. Jest to zeznanie Adama Zalewskiego, ur. 17 grudnia 1891 r., syna Mari Zalewskiej i byłego kolegi  Rajmunda Kolbego z lat szkolnych w handlówce  w Pabianicach.

W roku 1907 chodziłem razem z Rajmundem Kolbem do szkoły handlowej w Pabianicach. Chłopcy Kolbów byli religijni i nie brali udziału w dziecinnych zabawach tak jak inni chłopcy. Pomagali rodzicom w domu. Celem ich była tylko nauka.  Koledzy ich chodzili na bilard itp. Oni natomiast pilnowali tylko książki. Ponieważ ojciec i matka pracowali w fabryce, więc jeden z chłopców a było ich trzech: Franuś, Rajmund i Józio,  musiał gotować obiad. Szczególnie Rajmund wyróżniał się spośród braci swą bogobojnością.  Rajmund uczył się bardzo dobrze.  Ze wszystkich uczniów był najzdolniejszy. Wybijał się w  matematyce. Jak mieliśmy klasówkę, to on drugi czy trzeci spośród kolegów potrafił wykonać zadanie. Ogólnie do wszystkich przedmiotów był zdolny. Trochę mniej zdolnym od niego był najmłodszy Józio, a jeszcze mniej najstarszy Franciszek. Rajmund sprawował się wzorowo. Obcując z Rajmundkiem można nazwać go było świętym. Modlił się z pobożnie złożonymi rękami. Tylko taki człowiek jak on mógł poświęcić się na śmierć za drugiego. Prefektem szkolnym był ks. Janczak. Franuś i Józio też uczęszczali do handlówki.

Mnie i kolegów wabiło podwórko. Ich nie. Pilnowali książki i domu. Żyli w zgodzie. Nie bili się nigdy. Wyjątkowym był Mundek. Czas mieli wyliczony na naukę i zajęcia domowe. Nie mogli włóczyć się z kolegami i tracić czasu.

Juliusz Kolbe zimową porą wypędzał boso synów na śnieg i ci po kolana brnąc w śniegu, biegać musieli po ogrodzie przez 15 minut, a potem prowadził ich do domu i kazał iść do łóżka pod pierzynę. Stosował metody Kneipa.

Kolbowie byli ludźmi zacnymi. Synowie byli posłuszni ojcu, który nie musiał używać pasa. Na karę ojcowską synowie nigdy nie zasłużyli. Pomiędzy sobą też się nie  bili. O tym nie mogło być mowy. Kolbowie mieszkali w domu mej matki Marii Zalewskiej na ulicy Konstantynowskiej 19 dość długo.

Kolbowa znała się na chorobach i umiała przyjść z pomocą w nagłych wypadkach. Raz zwichnąłem rękę, to ona mi udzieliła pomocy. Mogę powiedzieć o niej, że dawała dobry przykład dzieciom i dobrze je wychowywała. Kolbowie żyli bardzo skromnie i unikali przyjemności życiowych. Byli zawsze pogodni. I nie unosili się gniewem.

Juliusz Kolbe był wzrostu  wysokiego, miał ciemne włosy, nie pił i nie palił. Był człowiekiem roztropnym, jakby zawsze zamyślony i raczej małomówny. Należał też do kółka Żywego Różnica i uczęszczał co tydzień na zebrania zelatorów. Czas poza pracą spędzał w domu, w kościele i w dobrym otoczeniu.

Oboje małżonkowie pracowali w tkalni Krusche i Ender przy ulicy Zamkowej. Praca trwała 10 godzin. Zarabiali sześć rubli tygodniowo.  Za trzy ruble cała ich rodzina mogła się utrzymać, żyjąc tak skromnie jak oni.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich, Mundek jako o. Maksymilian, a Józio jako o. Alfons, odwiedzili mnie dwukrotnie w latach 1921-1923  w mieście  Łodzi. Zobaczył wówczas w moim mieszkaniu nagą płaskorzeźbę i rzekł: "Adaś usuń to".  Posłuchałem go.

 opr. Teresa Michałek OV

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA