MARYJA!

Zatroskana o nasz los
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Zatroskana o nasz los

Po raz kolejny, tym razem od początku w bazylice niepokalanowskiej 3 lutego miało miejsce spotkanie Oddaj się Maryi.

Spotkania gromadzą wiernych, którzy pragną oddać Niepokalanemu Sercu Maryi wszystkie swoje problemy, troski i nadzieje. "Kiedy oddajemy Maryi siebie, to powierzamy się w Jej ręce, aby Ona w nas i przez nas działała - mówił inicjator spotkań o. Mirosław Kopczewski. - My chronimy się pod Jej płaszcz. Założyciel tego miejsca (św. Maksymilian Kolbe) mówił, że jeśli oddamy się Niepokalanej to Ona zawsze będzie się nami opiekować. Matce Bożej wystarczy oddać się raz, ale nam to nie wystarczy; my musimy ten akt ponawiać i coraz bardziej żyć tym oddaniem się Jej w życiu codziennym". Znakiem naszego oddania się jest Cudowny Medalik, który - jak uczył św. Maksymilian - jest dla nas jak tarcza.

O tym, czym jest Rycerstwo Niepokalanej i dlaczego warto być rycerzem Niepokalanej przypomniał o. Piotr M. Lenart.

W kazaniu o. Michał Chaciński mówił, w jaki sposób mamy i możemy służyć Panu Bogu. "Musimy się wyciszyć, musimy adorować, aby dać pierwszeństwo działania Boga w nas, by w ten sposób pałać pragnieniem nawrócenia siebie i innych. Musimy umieć rozpoznać działanie Boga, a nie prywatyzować sobie i przyswajać Bożą łaskę. Nie prośmy Boga tylko o współpracę, ale o to, jak zauważył św. Maksymilian, aby Bóg na wzór Maryi wszedł w nasze życie. Oddając się Maryi, mamy się do Niej upodobnić i z Nią zjednoczyć, aby to Ona żyła w nas, bo w ten sposób będziemy żyli w zjednoczeniu z Bogiem" - zauważył kaznodzieja. Na koniec życzył zebranym, by wchodzili w głąb relacji z Panem Bogiem i jednoczyli się z Niepokalaną. "Maryja zawsze martwi się o nasz los jako swoich dzieci, gdyż Jezus dał Jej nas na drzewie krzyża za swoje dzieci" - przypomniał o. Michał. Po kazaniu nastąpiło uroczyste odmówienie aktu zawierzenia, a ponad 50 osób wstąpiło do MI.

Przed Mszą świętą można było wysłuchać kilku świadectw.

"Przyjechałem tu z moją żona Barbarą - mówił Mateusz. - Mamy po 30 lat... Gdy byłem młodych chłopakiem, dorastającym, to moja mama powiedziała mi, że zawierzyła nas Matce Bożej. Miałem wtedy taki wewnętrzny lęk, że pewnie będę musiał zostać księdzem, a tego nie chciałem. Na siłę więc uciekałem od tego powołania, które myślałem, że mnie czeka. W 2005 r., po śmierci papieża Jana Pawła II, postanowiłem zmienić swoje życie. Poszedłem do spowiedzi generalnej, a później przed obrazem Matki Bożej sam ofiarowałem Jej swoje dalsze życie, prosząc, by Ona czyniła ze mną, co tylko zechce. Tydzień później spotkałem moją obecną żonę... Przez siedem lat staraliśmy się o potomstwo. Pewna znajoma siostra zakonna podsunęła nam Nowennę Pompejańską. Mimo że jest to wymagająca nowenna to wraz z żoną udało się nam odmówić tę nowennę. Ostatniego dnia nowenny żona źle się czuła i okazało się, że jest w stanie błogosławionym. Wiedzieliśmy, że to jest cud i że tym razem wszystko będzie dobrze, gdyż wcześniej żona dwukrotnie była w stanie błogosławionym, jednak zawsze dziecko traciliśmy. Dziś jesteśmy tu z trzymiesięczną Matyldą".

W kolejnym świadectwie usłyszeliśmy: "Nasza przygoda z zawierzeniami Matce Bożej rozpoczęła się w lipcu 2012 r. Po każdym zawierzeniu widzieliśmy, jak mocno Pan się nami opiekuje. Za każdym razem, kiedy co miesiąc jeździliśmy na zawierzenia, zawsze z sobą zabieraliśmy kogoś. I tak nasza koleżanka miała córkę, która była w stanie błogosławionym. Lekarze kazali jej wybrać, albo dziecko, albo jej zdrowie. Po zawierzeniu wszelkie trudności zniknęły, urodziła zdrowego synka. Choć po porodzie lekarze mówili, że już więcej nie będzie mogła mieć dzieci, to jednak ponowienie zaszła w ciążę i urodziła zdrowe dziecko. Nasz sąsiad palił papierosy i mimo liczonych prób nie mógł rzucić tego nałogu. Po zawierzeniu Matce Bożej okazało się, że bez żadnego problemu przestał palić, czuł wielki wstręt do papierosów".

Ewa mówiła: "Mam 31 lat i jestem dzieckiem oddanym Matce Bożej. Moja mama nie mogła utrzymać ciąży i napisała karteczkę do Matki Bożej z prośba o potomstwo i zostawiła ją na ołtarzu Matki Bożej Bolesnej. Po tym zawierzeniu urodziłam się ja i moje młodsze siostry. Zawsze czułam, że nie mam relacji z Matką Bożą. Gdy jednak sama zaszłam w ciążę i straciłam córkę, to wtedy oddałam się Maryi i to był moment zwrotny w moimi życiu. Ona pomogła mi, aby przejść przez to trudne wydarzenie. W tym czasie postanowiłam udać się do Medjugorie, bez pieniędzy i na stopa. Cała ta droga była usłana cudami, a jednocześnie ja sama przemieniałam się wewnętrznie. Teraz widzę jak Maryja mnie prowadzi. Widzę, że odkąd ja zmieniłam się, zaczęłam przyjmować prawdę o sobie, to zaczęła też zmieniać się moja rodzina, która przechodzi proces nawracania. Nasze relacje zmieniają się i coraz bardziej ufamy wszyscy Panu Bogu".


Po Eucharystii był jeszcze czas na wspólną adorację Najśw. Sakramentu oraz modlitwę wynagradzającą Niepokalanemu Sercu Maryi. Po południu można było posilić się klasztorną grochówką, a po niej wysłuchać konferencji Wincentego Łaszewskiego na temat objawień Matki Bożej w Lourdes.

Kolejne spotkanie odbędzie się w sobotę, 3 marca 2018 r. - także w bazylice niepokalanowskiej.

TM / red.

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA