MARYJA!

Już rok zawierzeń w Niepokalanowie
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Już rok zawierzeń w Niepokalanowie

W Niepokalanowie już po raz 13. odbyło się spotkanie Oddaj się Maryi.

W tematykę spotkania wprowadził zebranych o. Mirosław Kopczewski - wikariusz klasztoru w Niepokalanowie. Podczas części wprowadzającej mówił o co chodzi w oddaniu się Matce Bożej i jak je można w prosty sposób przeżywać w życiu codziennym. Przybliżył też zebranym ideę Nowenny przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP, która od 29 listopada do 8 grudnia będzie odprawiana w kaplicy-sanktuarium św. Maksymiliana w Niepokalanowie według myśli św. Faustyny Kowalskiej.

Poprzez zawierzenie się Matce Bożej zawsze otrzymujemy potrzebne nam łaski. Zofia z Warszawy opowiedziała o cudownym uzdrowieniu syna i męża. "Po ciężkim wypadku samochodowym syn był w śpiączce. Był też sparaliżowany. Lekarz, który go operował, powiedział nam, że po ludzku syn ma tylko 2% szans na przeżycie... Różańca z rąk nie wypuszczałam, modliłam się i syn wrócił do zdrowia i sprawności fizycznej".

"Mój mąż - dodała Zofia - trzy lata temu doznał silnego udaru, leżał w szpitalu w stanie ciężkim i lekarze mówili, że w tego nie wyjdzie. W tym czasie w naszej parafii była peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego. Obraz wzięłam do siebie i modliłam się, jak mogłam, aby mąż wrócił do zdrowia. Obraz w moim domu był aż dwa tygodnie, bo nikt z parafian nie chciał go zabrać, a ja codziennie, gdy tylko wracałam ze szpitala, modliłam się i błagała Jezusa przez Niepokalaną. I znowu stał się cud, mąż wrócił do zdrowia".

Kolejnym świadectwem podzieliła się również Zofia z diecezji lubelskiej. "Podczas rutynowych badań w szpitalu - mówiła - wykryto u mnie guza dwa i pół centymetrowego na płucach. Ja pojechałam do Częstochowy i tak jak umiałam, zawierzyłam wszystko Matce Bożej. Następnego dnia znowu znalazłam się w szpitalu i po powtórzeniu badań stwierdzono, że powinnam jak najszybciej poddać się operacji... Obawiałam się, że umrę na stole operacyjnym, gdyż miałam słabe serce. Przez trzy miesiące jeździłam do Częstochowy i zawierzałam wszystko Matce Bożej. Po trzech miesiącach znowu znalazłam się w szpitalu na kontrolnych badaniach. Okazało się, że zostałam całkowicie uzdrowiona. Nie cierpię nawet na migotanie przedsionka serca. Lekarz, który mnie badał, zapytał: jaki święty mi pomógł - i dodał, że pewnie był to św. Antoni, gdyż obok mojej miejscowości jest sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy. Z dziecięcą szczerością powiedziałam, że to tylko dzięki modlitwie różańcowej i zawierzeniu Matce Bożej".

Kolejnym świadectwem podzieliła się s. Teresa. "Kiedyś jeździłam do chorych i prosiłam ich, aby oddali się Niepokalanej i ofiarowali swoje cierpienia Jezusowi. Odwiedzałam też pana, który z ludzkiego punktu widzenia był tylko roślinką: nie mówił, był sparaliżowany, właściwie nie było z nim kontaktu, a żył tylko dzięki ogromnej trosce i miłości swojej żony. Chciałam i jego oddać Matce Bożej, ale nie wiedziałam jak. W pewnym momencie, gdy sama znalazłam się z chorym w pokoju, pomyślałam, że skoro on nie może, to ja go oddam Matce Bożej. Pochyliłam się nad nim i zaczęłam powtarzać słowo Maryja, szukając jakiegoś kontaktu. Nie wiem, ile razy powiedziałam to słowo, ale w pewnym momencie pan Czesław powtórzył je. Spróbowałam więc dalej, powtarzając w podobny sposób słowa: jestemTwój. Gdy pan Czesław powtórzył te trzy słowa, wypowiedział je razem, a następnie zaczął rozmawiać. Wszystkich rozpoznawał. Wyspowiadał się. Bardzo ważna dla niego była wspólna modlitwa różańcowa. Następnego dnia pan Czesław powrócił do swego stanu. Ta łaska zdrowia była dana tylko na kilka godzin, ale dla wszystkich, którzy byli tego świadkami, przede wszystkim dla dzieci i wnuków, była to niesamowita interwencja Boża za przyczyną Matki Bożej Niepokalanej i moc oddania się Jej".

S. Teresa opowiedziała także o Marioli, lekarzu z Warszawy, która umierała na raka. Była już w śpiączce i tylko aparatury podtrzymywał ją przy życiu. Wiele osób modliło się za nią, gdyż jest matką siedmiorga dzieci, a najmłodszy syna ma tylko 3 lata. Mąż zawiesił jej Cudowny Medalik i oddał Niepokalanej. Następnego dnia po tym oddaniu wybrudziła się ze śpiączki. Obecnie już sama odżywia się i jej stan powoli się poprawia.

Kolejnym świadectwem podzieliła się Ula. "Rok temu zaczęłam się modlić za mojego syna, który od dłuższego czasu żył w związku niesakramentalnym. Zaczęłam odmawiać Nowenną Pompejańską o nawrócenie syna. Odmówiłam trzy nowenny, a nawet zamówiłam Mszę św. w jego intencji. Z synem było coraz gorzej. Nie tylko rozpadł się jego związek, ale syn przestał pracować i wpadł w depresję. Widziałam, że syn chciał sobie odebrać życie. Widziałam, jak syn plótł sobie sznur aby się powiesić, napisał już nawet list pożegnalny. Nie wiedziałam, co robić. Modliłam się. Moja przyjaciółka powiedziała mi, abym wszędzie wszyła Cudowne Medaliki, w każde jego ubranie. Posypałam też jego pokój solą egzorcyzmowaną. Modliłam się za niego, ale widziałam, jak zły duch go atakował. Syn nie chciał spać w pokoju, bo coś mu przeszkadzało, nie chciał nosić ubrań, w które wszyłam Cudowne Medaliki, bo mu coś przeszkadzało. Ja nie poddawałam się, założyłam nawet szkaplerz i oddałam Matce Bożej. Od ubiegłego czwartku syn Rafał zaczął odmawiać nowennę do św. Judy Tadeusza i codziennie chodzi do kościoła. To jest niesamowity cud".

Kolejnym świadectwem uzdrowienia z raka złośliwego piersi opowiedziała Anna. "W szpitalu modliłam się i spotykałam ludzi, którzy mieli gorzej ode mnie. Koleżanka dała mi Nowennę Pompejańską. Myślałam, że nie zdążę jej odmówić, gdyż miałam wyznaczony czas operacji. Jednak okazało się, że nowennę odmówiłam tuż przed operacją i wiedziałam, że Matka Boża jest ze mną. Obecnie czuję się dobrze i za tę łaskę dziękuję Matce Najświętszej".

O tym czym jest Rycerstwo Niepokalanej (MI) i jak żyć oddaniem się Matce Bożej, jak być narzędziem w Jej rękach opowiedział o. Piotr M. Lenart, franciszkanin. Podczas Mszy świętej przyjął on do MI ponad 80 osób. "W Rycerstwie Niepokalanej mamy należeć do Matki Bożej i pozwolić się Jej prowadzić. To Ona nas wybiera na swoich rycerzy. To z Nią zdobywamy dla Jezusa cały świata, zaczynając od siebie" - mówił o. Piotr.

Podczas Eucharystii uczestnicy spotkania mogli zawierzyć siebie, swoich najbliższych i wszystkie swoje sprawy Matce Bożej. "To Pan Jezus jako pierwszy zawierzył całkowicie siebie samego Niepokalanej - mówił podczas homilii o. Mirosław, inicjator spotkań. - My mamy naśladować Pana Jezusa, więc skoro On był Jej oddany i poddany, to my mamy czynić podobnie. Matka Boża została nam dana aby nas wychowywać do życia wiecznego - wyjaśniał kaznodzieja. - Ona wychowywała Jezusa, Ona pragnie i nas wychować i przemienić, tak abyśmy wraz z Nią narodzili się do życia w łasce. Oddanie Matce Bożej to nasz wybór. To my musimy chcieć należeć do Niej, a przez Nią do Jezusa. Musimy pamiętać, że gdy żyjemy w łasce Bożej, to znaczy, że wybieramy drogę świętości. Do świętości samemu jest trudno dojść, dlatego Pan Bóg dał nam pomoc w Matce Bożej".

Po Eucharystii zebrani w niepokalanowskiej bazylice odmówili modlitwę różańcową, a po niej można było posilić się klasztorną grochówką.

Chętni mogli jeszcze spotkać się z Andrzejem Wronką, który opowiedział o modlitwie za dusze w czyśćcu cierpiące.

Następne spotkanie odbędzie się w pierwszą sobotę grudnia - już w trakcie Wielkiej Nowenny.

TM/red.

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA