MARYJA!

102 lata Rycerstwa Niepokalanej
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

102 lata Rycerstwa Niepokalanej

Rycerstwo Niepokalanej ma już 102 lata, ale jak nigdy dotąd, zyskało na aktualności, szczególnie w dążeniu do nawrócenia masonów i innych nieprzyjaciół Kościoła świętego.

W 1938 r. o. Dominik A. Stella podziękował Ojcu Maksymilianowi za założenie Rycerstwa Niepokalanej, a ten od razu zwrócił mu uwagę: "Nie, nie! Nie trzeba tak mówić, bo to Matka Boża uczyniła wszystko". Najbliżsi przyjaciele Ojca Kolbego: o. Piotr Pal i o. Henryk Granata - zeznali, że "miał on przy ustanowieniu Milicji Niepokalanej, jeżeli nie objawienie, to przynajmniej silne natchnienie Boże".

Na pewno na założenie Rycerstwa Niepokalanej miała wpływ cała historia życia św. Maksymiliana. On po prostu był przygotowywany do tego dzieła, które tak bardzo było potrzebne zakonowi i światu. Fundamentem była miłość do Matki Bożej, którą jako członek narodu polskiego niejako "wyssał z mlekiem matki".

Znamy opowiadanie o dwóch koronach. Pewnego razu jego mama, nie radząc siebie z burzliwym charakterem dziecka, z wyrzutem powiedziała: "Mundziu, co z ciebie będzie?!" Wkrótce zdziwiła ją zmiana u chłopca. Spoważniał, stał się jeszcze bardziej posłuszny, dużo czasu poświęcał modlitwie. Matka myślała, że syn zachorował i na pytanie, co mu dolega, ze wzruszenia zdradził jej tajemnicę. "Prosiłem Matkę Bożą - tak mówił - żeby mi powiedziała, co ze mnie będzie... Wtedy Matka Boża pokazała mi się, trzymając dwie korony, jedną białą a drugą czerwoną. Z miłością patrzała na mnie i spytała, czy chcę tych koron. Biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, a czerwona, że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę... Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i znikła". Znamienne jest to, że on sam nikomu innemu poza matką nie opowiadał tej historii, ale na pewno wyryła ona głęboki ślad w jego sercu.

Innym fundamentem była postawa patriotyczna. Polska była pod zaborami i nie widniała na mapach świata. Jako młody chłopak, Rajmund chciał służyć Matce Bożej i walczyć o wolność Ojczyzny, której Maryja jest Królową. Złożył w tym okresie specjalne ślubowanie: "W internacie na chórze - pisze w swoich wspomnieniach o powstaniu MI - z twarzą pochyloną ku ziemi obiecałem Najświętszej Maryi Pannie, królującej w ołtarzu, że będę walczył dla Niej. Jak - nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem materialnym". Po latach jego przełożony, o. Dionizy Sowiak, zamienił mu to przyrzeczenie na codzienne odmawianie antyfony "Pod Twoją obronę". Odmawiał ją do końca życia, choć wkrótce zrozumiał, jak sam napisał we wspomnieniach, "o jaką walkę Niepokalanej chodziło".

Od 1912 r. Maksymilian przygotowywał się do założenia MI, a raczej przygotowywały go ku temu okoliczności. Rektor seminarium franciszkańskiego, a zarazem przyjaciel papieża, pewnego dnia w 1914 r. opowiadał młodym klerykom o tym, jak potężnym wrogiem dla współczesnego Kościoła jest masoneria. Młody kleryk z Polski szybko zrozumiał, jak ważne jest przywiązanie do papieża jako opoki Kościoła i walka z nieprzyjaciółmi Kościoła, do których zaliczana jest masoneria.

W 1917 r. przypadały dwie rocznice: 400-lecie buntu Lutra, który oderwał od Kościoła wiele krajów, i 200-lecie powstania masonerii w jej współczesnej formie. Ulicami Rzymu przeciągały pochody z czarnym sztandarem, na którym widniał wizerunek Lucyfera, depczącego św. Michała Archanioła. Rozlegały się okrzyki: "Diabeł będzie rządził w Watykanie, a papież mu będzie za szwajcara".

Podczas codziennej drogi na uniwersytet Maksymilian słyszał wiele bluźnierstw, o czym pisał w liście do mamy: "O Boże - pisał - jak tu żyć między tylu i tak straszliwymi bluźnierstwami! Biedne Włochy". Najbardziej bolała go obojętność katolików. "Trzeba odeprzeć ataki na Kościół i dopomóc duszom do znalezienia drogi do Boga, do nawrócenia i uświęcenia" – mówił swoim przyjaciołom. Młody zakonnik zastanawiał się, co na jego miejscu zrobił by św. Franciszek. "Pamiętam, że rozmawiałem ze współklerykami – wspomina o. Pal - i o lichym stanie naszego zakonu, i o jego przyszłości, i wtedy utrwaliło się w myśli zdanie: albo postawić na nogi, albo rozwalić. Powoli dojrzewała w nas myśl, że odnowienie zakonu może dokonać się tylko przez Matkę Bożą". Sam Maksymilian napisał do swego rodzonego brata: "Na Niepokalanym Poczęciu trzeba się oprzeć również w walce z największą herezją: masonerią i w ratowaniu świata przed rozprzężeniem obyczajowym, jakie ona wprowadziła". Tak zrodziła się myśl założenia Rycerstwa Niepokalanej.

Całą ideę MI oparł św. Maksymilian na duchu franciszkańskim, na Niepokalanym Poczęciu i Wszechpośrednictwie Najświętszej Maryi Panny. Po wielu latach w 1924 r. napisze: "To jest tradycja naszego zakonu. I gdyby nas kto uprzedził w tej sprawie, byłoby to dla nas policzkiem. Sprawa Niepokalanej jest naszym obowiązkiem i dziękujmy Jej, iż raczyła nas wybrać spośród tylu dusz".

Kolega Świętego z czasów studiów, o. Józef Pal, powie: "Opowiadał mi z twarzą promieniującą i wezbraną radością o potędze Matki Najświętszej, jaka się okazała w nawróceniu Ratisbonne'a, a uśmiechając się powiedział mi, że musimy się gorąco modlić, by Niepokalana zmiażdżyła szatana i wszystkie herezje, a szczególnie herezję masonów". Sam Maksymilian we wspomnieniach napisze: "By się upewnić czy ta myśl pochodzi od Niepokalanej, zapytałem mego ówczesnego kierownika duszy o. Aleksandra Basile, jezuitę, który był stałym spowiednikiem alumnów kolegium. Otrzymawszy zapewnienie ze strony świętego posłuszeństwa, postanowiłem rozpocząć sprawę . Również rektor o. Ignudi dał mi swą aprobatę i błogosławieństwo na założenie stowarzyszenia ku czci Niepokalanej. Kazał tylko, zdaje się, wstrzymać się do wakacji z werbowaniem członków, by w niczym nie ucierpiały zajęcia szkolne".

Opatrzność sprawiła, że trzeba było poczekać o wiele dłużej, gdyż Maksymilian ciężko się rozchorował. Choroba była opatrznościowa, gdyż pozwoliła na lepsze poznanie kilku kleryków, którzy w ten sposób utworzyli trzon całego MI.

Po wakacjach w 1917 r. Maksymilian opracował ostatecznie program nowego stowarzyszenia, które nazwał Milicją Niepokalanej. Sam Święty tak wspomina ten dzień:

"Jesienne słońce wcześnie dobiegało do horyzontu, a Rzym pogrążał się coraz bardziej w okalających ciemnościach, broniąc się przed nimi setkami i tysiącami zaświeconych lamp. W Międzynarodowym Kolegium OO. Franciszkanów do jednej z cel prawie chyłkiem wsuwają się młodzi zakonnicy. Wszedł siódmy - już wszyscy. Klucz w drzwiach przekręcono, a gromadka otoczyła podłużny stół, u szczytu którego na podwyższeniu widniała piękna figurka Niepokalanej pomiędzy dwoma gorejącymi świecami". Było to w celi, w której mieszkał br. Antoni Mansi, tuż obok celi ojca rektora". W ubogiej celce pod kluczem, za wiedzą jednak przełożonego, siedmiu młodych kleryków rozważało punkty pierwszego dyplomika (programu) Milicji Niepokalanej. "Po modlitwie wstępnej - wsppomina Maksymilian - przeczytano list o. Aleksandra Basile, spowiednika Ojca Świętego, w którym tenże oświadcza, że sprawę Milicji Niepokalanej przedstawi Namiestnikowi Chrystusa. Potem został odczytany projekt programu: cel, warunki, środki".

Po zgodzie, wyrażonej głosowaniem, wszyscy zebrani podpisali program MI. "Ja pierwszy - pisze o. Pal - dałem swój podpis jako kapłan i jako najstarszy, a br. Maksymilian, zdaje się, podpisał ostatni. Z celi wyszliśmy wszyscy do kaplicy kolegium, gdzie poświęciłem medaliki i nałożyłem je pierwszym rycerzom Niepokalanej".

Oprac. Teresa M. Michałek

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA