MARYJA!

Zawierzenia w wigilię Bożego Miłosierdzia
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Zawierzenia w wigilię Bożego Miłosierdzia

Tym razem spotkanie Oddaj się Maryi wypadło w wigilię święta Bożego Miłosierdzia, 7 kwietnia. Dlatego też podczas spotkania przygotowawczego w sali św. Bonawentury w Niepokalanowie o. Mirosław Kopczewski - inicjator spotkań, nawiązał do tematu Bożego Miłosierdzia, ukazując je jako dar od Pana Boga, który "nie chce patrzeć na to, jak niszczy mnie grzech, ale robi wszystko, by nas wyrwać z grzechu".

W dalszej części konferencji o. Mirosław nawiązał do objawień Matki Bożej w Fatimie, wizji piekła oraz wskazywał, jak konkretnie możemy odpowiedzieć na wezwanie Matki Bożej do nawrócenia. Jedną z form wypełnienie prośby Maryi jest oddanie się Niepokalanej na wzór św. Maksymiliana i wstąpienie do Rycerstwa Nielokalnej. O. Mirosław przybliżył też czym jest Rycerstwo Niepokalanej i na czym polega oddanie się Maryi. Na koniec opowiedział o Cudownym Medaliku oraz podzielił się jednym ze świadectw związanym z tym medalikiem.

W homilii o. Michał Chaciński mówił o potrzebie zaufania Bożemu Miłosierdziu. "Bóg czyni w naszym życiu tylko to, byśmy mogli do Niego wrócić. On chce naszego zbawienia i nikogo z nas nie odrzuca. Bóg chce przemienić nasze wnętrze, ale również my musimy tego chcieć" - mówił kaznodzieja.

Po homilii do grona Rycerstwa Niepokalanej wstąpiło ponad 60 osób.

W sali św. Bonawentury można było usłyszeć wiele cennych świadectw działania Matki Bożej w naszym życiu.

Pierwsze świadectwo powiedziała siostra franciszkanka od cierpiących. "Miesiąc temu mówiłam, że zostałam uzdrowiona z kilku chorób. Na początku Wielkiego Postu zawierzyłam się znowu Matce Bożej i za Jej przyczyną prosiłam o uzdrowienie. Za pierwszym razem, gdy przyszłam do bazyliki i wypisałam intencję, już następnego dnia nie czułam żadnych dolegliwości. Tym razem było inaczej. Dopiero kilka dni temu wyraźnie poczułam, że czuję się dobrze. Tym razem prosiłam Matkę Bożą również o nawrócenie kilku znajomych osób. Na początku dziwiłam się, że wcześniej Maryja uzdrowiła mnie z dnia na dzień, a tym razem trwało to tak długo - przez cały Wielki Post. Prosiłam też o światło Ducha Świętego, abym zrozumiała, dlaczego tak się dzieje. Rzeczywiście zrozumiałam, że skoro zaniosłam do Boga tyle intencji, tyle próśb o nawrócenie, to musiałam sama w tym choć trochę dopomóc, ofiarując swoje cierpienie. Pan Bóg daje łaski, ale czasami chce, byśmy dobrowolnie dodatkowo złożyli jakąś małą ofiarę. I ta ofiara była. Dopiero gdy Pan Jezus Zmartwychwstał i wszystko zabrał, dopiero wtedy zostałam uzdrowiona".

Następnie pan Leszek Podolecki ze Świnoujścia - prezes Fundacji św. Brata Alberta, złożył świadectwo swojej wiary i zawierzenia Matce Bożej. "Pochodzę z rodziny religijnej. Babcia była bardzo religijna, również mama; tata zaś niestety nie. Jako dziecko uczestniczyłem w życiu Kościoła, ale później gdzieś porwała mnie świat i zaprzestałem praktyk religijnych. Pan Bóg czekał na mój powrót bardzo długo. W czasie, kiedy miałem bardzo dobrą pracę, zarabiałem dużo pieniędzy. Wydawało mi się, że jestem szczęśliwym człowiekiem. W pewnym momencie zrozumiałem, że to poczucie szczęścia było ułudą, bo tak naprawdę waliło mi się to, co było najważniejsze, czyli moja rodzina, żona, dzieci. I to się mi zaczęło walić oczywiście jako konsekwencja moich wyborów. Pewnego dnia poszedłem do kościoła, to była niedziela, do tego zmusiło mnie życie, gdyż szukałem pomocy. Wtedy do tego kościoła przyjechała ekipa świeckich ludzi z Krakowa z obrazem Jezusa Miłosiernego. Po raz pierwszy widziałem ten obraz. Mówili też oni o nabożeństwie do Jezusa Miłosiernego, ale ja z tego nic nie rozumiałem, gdyż mój wzrok był cały czas skupiony na tym obrazie. Po południu ukląkłem przed tym obrazem, pomodliłem się i wyszedłem z tego kościoła jako inny człowiek. To był moment mojego nawrócenia. Pan Bóg od razu odesłał mnie do Matki Bożej. Nawrócenie przyszło przez obraz i nabożeństwo do Jezusa Miłosiernego, ale Jezus wysłał mnie do Maryi. Jak wspomniałem, miałem kochaną mamę i kochaną babcię, ale nie miałem taty, ale ojca. On dbał o dom, nie pił, nie kłócił się z mamą, ale nigdy mnie nie przytulił, nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Kiedy miałem 20 lat, umarła mi mama, to był czerwiec, a już we wrześniu tego samego roku umarła moja babcia. Dlatego też przy nawróceniu łatwe dla mnie było przerzucić tę miłość matczyną na Matkę Bożą. Jeździłem do Częstochowy bardzo często, nawet kilka razy w miesiącu. Siadałem w kaplicy Cudownego Obrazu i rozmawiałem przez kilka godzin z Tą najlepsza Mamą. Pewnego dnia, będąc w Częstochowie, miałem natchnienie, by ofiarować się Matce Bożej dla najuboższych, cierpiących, więźniów, bezdomnych. Do tego czasu w życiu nie widziałem człowieka bezdomnego. To było dla mnie trudne, gdyż miałem dobre, poukładane życie i wiedziałem, że to wszystko będę musiał zostawić. Nie wyobrażałem też sobie, by nie dotrzymać obietnicy, by nie pójść za tym natchnieniem, które miałem w sercu. Walczyłem z tą myślą, z tym natchnieniem, ale poprosiłem Maryję, by być narzędziem w Jej rękach. Gdy wróciłem do domu, byłem zdruzgotany, cała rodzina to zobaczyła. Po południu moja znajoma, przełożona z Trzeciego Zakonu św. Franciszka, poprosiła mnie, bym przyszedł do niej do domu, gdyż tego dnia przyjechał do niej pan z Krakowa z obrazem Bożego Miłosierdzia. To on przy stole powiedział, że następnego dnia jedzie do Szczecina, by tam pomagać przy wydawaniu obiadu bezdomnym. Te słowa mnie zaskoczyły, zacząłem się dopytywać, jak to jest możliwe. On odpowiedział, że są tam siostry Matki Teresy z Kalkuty, które pomagają bezdomnym. Przy okazji zaproponował, abym z nim pojechał. Nie upłynęło nawet 24 godzin od mojego ofiarowania się Maryi na rzecz ubogich, a ja sam zacząłem posługiwać bezdomnym. Potem założyłem Fundację św. Brata Alberta i do dnia dzisiejszego widzę, ile cudów się dzieje za przyczyną Matki Bożej".

Następnie świadectwem swojej wiary podzieliła się rycerka Niepokalanej. "Do Rycerstwa Niepokalanej należą już wiele lat. Wszystko oddałam Matce Bożej i Ona błogosławiła mojej rodzinie. Mój najstarszy syn ożenił się z osobą niepraktykującą. Synowa właściwie nic nie wiedziała o religii. Jej mama pochodziła z domu dziecka, więc też nie miała podstaw, by przekazać to swojej córce. Kochaliśmy synową i staraliśmy się dać jej świadectwo swojej wiary, że lepiej jest wierzyć, że trzeba należeć do Maryi. Jednak to nie pomagało, na siłę nie nawracałam synowej. Przyszedł taki moment, gdy proboszcz z mojej parafii rozpoczął nabożeństwa godzinnych uwielbień Pana Boga. Podczas tych nabożeństw prosił obecnych, by przychodzili do Jezusa i prosili Go w intencjach, jakie nosili w sercu. Podeszłam i ja i poprosiłam o nawrócenie mojej synowej. Nie wiedziałam, że prośba ta zostanie spełniona tak szybko, ale i tak boleśnie. Po miesiącu nie kojarzyłam nawet tych faktów. Rano synowa zadzwoniła do mnie, by powiedzieć, że jej mąż, a mój syn, Marcin, został aresztowany. To było spektakularne aresztowanie, przy dzieciach, jednak nikt z nas nie wiedział, co się stało. Później dowiedzieliśmy się, że został posądzony w poprzedniej pracy o kradzież dużych pieniędzy. Wiedzieliśmy, że jest to kłamstwo, ale nic nie mogliśmy zrobić. Świat nam wywrócił się do góry nogami, tym bardziej, że okazało się, że syn pozostanie w areszcie przez następne trzy miesiące. W tej sytuacji poprosiłam wszystkich swoich znajomych o modlitwę. Rozpoczęliśmy szturm do nieba. Zawierzyłam całą tę sytuację Matce Bożej i św. Maksymilianowi w Niepokalanowie. W pewnym momencie moja synowa powiedziała mi, że prokuratura przyjęła jej zażalenie i sprawa odbędzie się za siedem dni. Od razu klęknęłam do modlitwy i rozpoczęłam nowennę do Bożego Miłosierdzia, zawierzając Bogu sędziego i prokuratora, aby zbadali sprawę jeszcze raz i zobaczyli, że mój syn jest niewinny. W siódmym dniu okazało się, że sędzia stwierdził, że nie zdążył zaznajomić się z tą sprawa i że przekłada ją na kolejne trzy dni. Tyle też brakowało mi do zakończenia nowenny do Bożego Miłosierdzia. Sędzia rozpaczął sprawę i oddalił wszystkie zarzuty. W międzyczasie dokonał się inny największy cud. Katecheta mojej wnuczki zauważył, że coś złego się z nią dzieje. Dotarł do synowej, która zwierzyła mu się z problemu, jaki przeżywali jako rodzina. W ciągu siedmiu dni, przez codzienne indywidualne katechezy, ten katecheta sprawił, że moja synowa wyspowiadała się z całego życia i przyjęła sakramenty święte. Uczyniła to z własnej woli. Pan bóg to tak poprowadził, że w ciągu 30 dni uniewinnił mego syna i doprowadził do wiary moją synową".

"Chciałabym też powiedzieć o innym cudzie - kontynuowała rycerka Niepokalanej. - W grudniu ubiegłego roku mój mąż znalazł się w szpitalu. Zadzwonił do mnie około 20., aby mi powiedzieć, że zabierają go na salę operacyjną. Od razu zaczęłam się modlić, powiedziałam też Matce Bożej, że przyjmę z Jej ręki cokolwiek przygotowała. Powiadomiłam też dzieci. Około 12. w nocy pojechaliśmy do szpitala. Mojego męża operowało trzech lekarzy. Młoda lekarka postanowiła przeprowadzić operację w sposób bezinwazyjny. Operacja się udała i już następnego dnia mąż wrócił do domu".

"Prowadzę sklepik na wsi i znam wszystkie bolączki tych ludzi - mówiła jeszcze ta sama rycerka Niepokalanej. - Wielu z nich jest alkoholikami. Zaczęłam się modlić za te rodziny. Nie chwaliłam się tym, ale zamawiałam Msze święte. W grudniu ubiegłego roku zmarł kawaler, alkoholik, mieszkał tylko z mamą. Można powiedzieć, że nie było by w tym nic nadzwyczajnego, jednak tydzień wcześniej w naszej parafii odbywały się rekolekcje. Ten człowiek przyjechał z mamą i po długim czasie poszedł nawet do spowiedzi świętej. Wielokrotnie w sklepie, gdy przychodził po piwo, mówiłam mu, aby poszedł na rekolekcje i zabrał na nauki również mamę. Wszyscy wiedzieli, że ten człowiek przyjął Pana Jezusa. Przez tydzień nie pił alkoholu. 16 grudnia odszedł do Pana. Już po pogrzebie, gdy przeglądałam książki, znalazłam obrazek z Mszą świętą zamówioną za tego człowieka. Dokładnie 15 grudnia rok wcześniej zamówiłam za niego Mszę. To nie był przypadek, że ten człowiek umarł w tych dniach, w których był najbardziej przygotowany na spotkanie z Jezusem".

Można było też usłyszeć, jak Matka Boża pomaga w pracy zawodowej. "Zawierzyłyśmy z siostrą w Częstochowie w lutym nasze rodziny, nas same i firmę, która prowadzi siostra, a w której źle się działo. Były liczne nieporozumienia z pracownikami, brakowało towaru, a w dodatku nie było zamówień. Nasze zawierzenie ponowiłyśmy w marcu w Niepokalanowie. Tym razem podałyśmy też konkretną datę, 28 marca, prosząc, by to wszystko się odmieniło, aby Matka Boża zajęła się Firmą, sprzedażą, relacją z pracownikami. Prawie przez cały marzec nic się nie działo, jednak tego dnia, 28 marca, przyszło konkretne zamówienie, kolejnego dnia następne i są kolejne. Firma się rozwija, a relacje z pracownikami polepszyły się. Matce Bożej zawierzyłyśmy też nasze życie, prosiłam o zmianę relacji w mojej rodzinie, o to, by dzieci były blisko nas, rodziców, i widzę, że te wszystkie relacje są naprawiane. Trzeba tylko zawierzyć Matce, bo Ona chce się nami opiekować, Ona nikogo z nas nie zostawi, trzeba Jej tylko zaufać".

Na koniec pani Maria powiedziała: "Przez jakiś czas byłam w Wielkiej Brytanii i wiedziałam, że coś nie gra. Pieniądze pieniędzmi, ale życie było tam trudne. Niektórzy myślą, że jak się jest za granicą, to dużo się zarabia i życie jest bardzo łatwe. Tak jednak nie jest. Tam człowiek spotyka się z wieloma innymi trudnościami. Zachorowałam i to sprawiło, że wróciłam do kraju. Okazało się, że po powrocie zostałam sama, moi znajomi odwrócili się ode mnie. W końcu zaczęłam przyjeżdżać do Niepokalanowa, gdyż tu otrzymuję pomoc. Wakacie w roku ubiegłym były dla mnie ciężkim okresem. Utrzymuję się z korepetycji z języka angielskiego, więc wakacje są dla mnie okresem posuchy finansowej. Gdy okazało się, że nie miałam za co zapłacić za czynsz, otrzymałam telefon od znajomej, która poprosiła mnie o naukę języka angielskiego dla swojej znajomej. Zrozumiałam, że to nie był przypadek, ale pomoc i opieka Matki Bożej. Uczeń był bardzo trudny, sama też modliłam się za niego i mimo trudności uczeń ten zaliczył egzaminy".

TM/red.

Galeria

Tym razem spotkanie Oddaj się Maryi wypadło w wigilię święta Bożego Miłosierdzia, 7 kwietnia. Jak zwykle, świadectwa ukazały bardzo konkretne działanie Matki Bożej w życiu osób, które Jej zawierzyły swoje trunde sprawy.

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA