MARYJA!

Samotna droga nie jest łatwa
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE

Samotna droga nie jest łatwa

EDK - to sposób na nawrócenie, na podjęcie konkretnej formy pokuty, na pokonanie wyjątkowego bólu, poprzez który można wejść w dialog z cierpiącym Jezusem Chrystusem i docenić wartość Jego Męki.

Niektórzy uważają, że Ekstremalna Droga Krzyżowa (EDK) to droga przełomu. Dlaczego? Gdyż od samego początku do samego końca trzeba się przełamywać: najpierw przy podejmowaniu decyzji - pójść czy dać sobie spokój? Podołam czy też nie dam rady? Później, gdy zaczyna wszystko boleć, gdy doskwiera samotność, zimno i ciemności, by nie ulec słabościom. Wreszcie, by mimo wszystko rozważać stacje Drogi Krzyżowej. Ale właśnie z założenia EDK ma boleć - jak podkreślają organizatorzy tej "ekstremy". - To nie piknik, przyjemne spędzenie czasu, ale wysiłek drogi, która wynosi bagatela, aż 43 km.

W tym roku ekstremalną drogę krzyżową pokonało wielu pątników, którzy w ostatni piątek marca przybyli do niepokalanowskiego sanktuarium by wraz z Maryją przejść gehennę kalwaryjską. W ubiegłym roku pątnicy pielgrzymowali z Warszawy do Niepokalanowa. Tym razem droga wiodła z Niepokalanowa do Niepokalanowa. Pierwsi pątnicy zaczęli pojawiać się już ok. 6 rano, ostatni - blisko południa. Niewątpliwie ta Droga Krzyżowa związana jest z niesamowitym wysiłkiem, ale jest to też dobry moment na nawrócenie i czas pokuty.

"Droga wiedzie przez wioski, zahacza o lasy i pola. Idzie się nocą, by w samotności rozważać stacje drogi krzyżowej. To dobry moment do zastanawiania się nad samym sobą. Gdy wszystko boli, gdy chciałoby się zawrócić, okazuje się, że nie ma takiej możliwości i jedyne, co nam zostało, to iść do przodu. Pozostaje wtedy modlitwa. To dzięki niej mogłem pokonać samego siebie, ból i zmęczenie. Dzięki modlitwie wytrwałem i chyba choć trochę lepiej zrozumiałem, jaką cenę zapłacił Jezus Chrystus za mnie, umierając na Krzyżu. Chyba tej nocy odkryłem też, czym jest prawdziwa modlitwa" - mówi Jacek uczestnik EDK z Ożarowa Mazowieckiego.

Bartek z niepokalanowskiej parafii mówił, że "wysiłek się opłacał. Były momenty kryzysu, ale szedłem w pewnej intencji, prosząc Jezusa, aby pomógł mi pokonać pewne nałogi, więc w tych momentach mogłem złączyć się duchowo z Chrystusem i pomyśleć, ile On cierpiał tę noc przed swoją męką i konaniem na drzewie krzyża. Chcę się zmienić i mam nadzieję, że Jezus mi w tym pomoże, również przez podjęty wysiłek drogi, którą z Nim przebyłem. Wiem, że nawrócenie nie działa tak automatycznie i Jezus nic nie musi, gdyż ja coś dałem z siebie, ale jakoś sobie myślę, że ten trud i bąble nie pójdą na marne. Na pewno nauczyłem się pokonywać własny strach i zmęczenie. Samotna droga nie jest łatwa".

MI News

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA