MARYJA!

ROCZNICA MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI ŚWIĘTEGO MAKSYMILIANA
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

ROCZNICA MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI ŚWIĘTEGO MAKSYMILIANA

Dla Niepokalanowa 14 sierpnia to nie tylko wigilia uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny do chwały Nieba, ale i odpust ku czci założyciela grodu Niepokalanej - św. Maksymiliana Marii Kolbego.

Jak co roku na uroczystości odpustowe przybyli energetycy i krwiodawcy, którym patronuje św. Maksymilian. Po raz kolejny w pieszej pielgrzymce przybyli pątnicy z Pabianic oraz liczne grupy Rycerstwa Niepokalanej.

O godz. 12.50, w godzinie śmierci św. Maksymiliana po raz pierwszy zawyły syreny, aby w ten sposób upamiętnić przejście do domu Ojca św. Maksymiliana.

Transitus

Ponieważ śmierć św. Maksymiliana miała miejsce w wigilię święta maryjnego, zaś 15 sierpnia przypada uroczystość Wniebowzięcia NMP, dlatego po południu z kaplicy św. Maksymiliana - z kolebki Niepokalanowa wyrusza procesja z relikwiami Świętego do niepokalanowskiej bazyliki tzw. Transitus - czyli krótkie nabożeństwo upamiętniające śmierć Założyciela Niepokalanowa.

Przypomnijmy opis śmierci Ojca Maksymiliana, przekazany przez naocznego świadka, współwięźnia obozu w Auschwitz.

A gdy więzień Borgowiec wrócił po krótkiej chwili, znalazł ojca Maksymiliana siedzącego na podłodze i, jak poprzednio, opartego plecami o ścianę. Jego czyste ciało jakby promieniowało. Jego głowa była pochylona nieco w bok, a oczy szeroko otwarte, utkwione w jeden punkt, jakby zastygłe w radosnym zachwycie. Całe oblicze jaśniało radością. Borgowiec wrócił do biura, w którym pracował i stwierdził, że godzina była dokładnie 12.50, a więc ojciec Maksymilian zmarł w wigilię święta Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Pomyślał, że to Ona sama pospieszyła przyjść po swego rycerza. Zaraz potem, Borgowiec, pod nadzorem esesmanów, wraz z innym więźniem, a był to Maksymilian Chlebik, numer obozowy 1251, przenieśli ciało ojca Kolbego do umywalni, a następnego dnia wyznaczeni więźniowie w drewnianych skrzyniach zanieśli je do pobliskiego krematorium. Spalenie ciała nastąpiło już w pełni święta Wniebowzięcia, 15 sierpnia Roku Pańskiego 1941. Popioły z krematorium rozsypywano po okolicznych polach i rozniósł je wiatr. Użyźniały polską glebę. Stało się tak, jak przepowiedział: Pragnę być starty na proch dla Niepokalanej i aby ten proch został rozniesiony przez wiatr po całym świecie.

Na zakończenie nabożeństwa zebrani mogli oddać cześć Świętemu przez ucałowanie jego relikwii - włosów z brody. Niektórzy dziwią się, gdy słyszą o relikwiach Świętego: skoro św. Maksymilian został spalony to skąd wzięły się relikwie? Historia jest zadziwiająca i prosta zarazem.

Co do relikwii o Maksymiliana, to są to włosy z jego brody. Na początku II wojny światowej ojciec Kolbe zgolił brodę, którą zapuścił na misjach w Japonii. Klasztorny fryzjer, br. Akurcjusz Pruszak schował włosy z brody Ojca Kolbe i skrupulatnie je przechowywał. Współbracia przypuszczali, że Ojciec Maksymilian może zostać kiedyś świętym, dlatego przechowywali rzeczy Ojca Maksymiliana, a brat fryzjer przechował włosy z brody.

Przytoczmy jeszcze świadectwo Polskiego Żyda, który poznał św. Maksymiliana, kiedy był w Auschwitz. Zygmunt Gorson tak opowiadał o świętym męczenniku:

Pochodziłem z dobrego domu, gdzie miłość była słowem-kluczem. Moi rodzice byli dobrze sytuowani i wykształceni. Moje trzy siostry, bardzo ładne, moja mama, która była adwokatem, doktorantem uniwersytetu w Paryżu, mój ojciec i moi dziadkowie, wszyscy zmarli: jedynie ja przeżyłem. Być dzieckiem wychowanym w tak cudownym środowisku i znaleźć się potem niespodziewanie zupełnie sam, w wieku trzynastu lat, w piekle Auschwitz, posiada taki efekt, że inni mogą to zrozumieć z wielkim trudem. Wielu z nas, chłopców, straciło nadzieję, szczególnie wówczas, kiedy naziści pokazywali nam zdjęcia tego, co według nich było bombardowaniem Nowego Jorku. Bez nadziei nie było możliwym przeżyć i dlatego wielu chłopców w moim wieku rzucało się na druty wysokiego napięcia. Ja szukałem zawsze kogoś, kto miałby jakiś związek z moimi zamordowanymi rodzicami, jakiegoś przyjaciela mojego ojca, jakiegoś sąsiada lub kogokolwiek w całym tym tłumie ludzkim, który by ich znał. To dlatego, bym nie czuł się samotnym.

To było wtedy, kiedy błąkałem się - szukając kogokolwiek, z kim mógłbym podzielić się wspomnieniami - jak Kolbe mnie spotkał i rozmawiał ze mną. Był dla mnie jak anioł, i jak matka bierze swe pisklęta pod skrzydła, tak on mnie wziął w ramiona. Ocierał zawsze moje łzy. Od tego momentu wierzę o wiele bardziej w Boga, ponieważ od czasu, kiedy zmarli moi rodzice, pytałem siebie nieustannie: "Gdzie jest Bóg?" I straciłem wiarę. Kolbe mi ją przywrócił! On wiedział, że byłem żydem, lecz to nie stanowiło różnicy. Jego serce nie czyniło rozróżnienia między osobami i nie miało dla niego znaczenia to, czy są żydami, katolikami lub z jeszcze innych religii: on kochał wszystkich i dawał miłość, nic innego jak miłość. Na przykład rozdawał tak dużą część swoich znikomych porcji, że dla mnie było cudem to, iż pozostawał przy życiu. Teraz jest łatwo być uprzejmym, dobroczynnym, pokornym, dopóki panuje pokój i jest dostatek. Mogę jednak powiedzieć, że być takim jak o. Kolbe, w tym czasie i w tym miejscu, to przekracza wszystko, co słowa mogą wyrazić.

Jestem żydem od pokoleń, ponieważ jestem synem matki żydówki, jestem wyznania mojżeszowego i jestem dumny z tego. Mimo to, że pokochałem bardzo mocno Maksymiliana Kolbego, kiedy byłem w Auschwitz, gdzie on okazał się moim przyjacielem, to kocham go także teraz i będę go kochał, aż do ostatniego momentu mojego życia.

 W tym roku od godz. 21.00 do 23.00 zespół Za Nim z Łodzi poprowadzi wieczór uwielbienia, zakończony Eucharystią o 23.00, po czym będzie możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu do godziny 6.00.

TM

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA