MARYJA!

Pożegnalna mowa
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Pożegnalna mowa

W niedzielę, 17 lutego 2019 r., mija 78. rocznica aresztowania św. Maksymiliana. Święty bardzo głęboko przeżywał wieczór w przeddzień swego aresztowania. Tak ten wieczór opisuje br. Pelagiusz Popławski.

Rozpoczął się rok 1941. Okupacja niemiecka srożyła się, ale też wzmagała się i konsolidowała walka całego Narodu z okupantem. Naród Polski uważał, że przegrana była bitwa o Polska w 1939 r., ale wojna trwa i walka Narodu o wolność trwa... Ojciec Maksymilian po powrocie z pierwszego aresztowania w grudniu 1939 r. przez rok czasu zdołał na nowo uformować życie klasztorne w Niepokalanowie. Prowadzona była już zorganizowana praca, jaką wówczas można było wykonywać: w warsztatach mechanicznych reperacji maszyn i narzędzi rolniczych, w Mleczarni, którą podjęliśmy się prowadzić, w posłudze okolicznym mieszkańcom przy wykonywaniu przecierania drzewa w tartaku, reperacji pojazdów mechanicznych, reperacji zegarków itp. Przy takiej działalności zgrupował nas ponownie o. Maksymilian. I to w większości, bo powróciło nas do klasztoru ponad 200 zakonników i dziesiątka kandydatów, którzy chcieli mimo wojny przygotować się do życia zakonnego w formalnie już prowadzonym wówczas w Niepokalanowie nowicjacie.

Ojciec Maksymilian stale jednak marzył o wznowieniu działalności wydawniczej dla dobra dusz. Wszczął intensywne starania o wydawanie "Rycerza Niepokalanej" już w połowie 1940 r. i udało mu się doprowadzić do skutku wydanie "Rycerza Niepokalanej" na miesiąc grudzień 1940 i styczeń 1941 r. w jednym numerze.

Jednakże okupanci obserwowali zarówno działalność całego Niepokalanowa jak i poszczególnych jego członków. Zwłaszcza interesował ich dyrektor Ojciec Maksymilian Kolbe. Wiedzieli o jego oczywistym wpływie na społeczeństwo polskie, jego całkowitym zaangażowaniu w prace dla dobra narodu Polskiego i dość odważne podejmowanie nadal tej działalności, acz w granicach dopuszczalnych i formalnie przez nich uznanych. Niszczyli wówczas inteligencję polską, by pozbawić Naród światłego przewodnictwa. Postanowili i ojca Maksymiliana zniszczyć.

W pierwszej połowie stycznia 1941 r. doszła Ojca Maksymiliana tajna wiadomość, że ma być ponownie aresztowany. Radzono mu jak najusilniej, by póki czas ukrył się. Święty jednak zbyt kochał swe, a raczej jak mówił - Niepokalanej dzieło - Niepokalanów, by tak za pierwszym, choćby i realnym zagrożeniem opuścić go i szukać tylko własnego bezpieczeństwa. Jak zwykł to zawsze czynić, polecił najpierw całą sprawę Niepokalanej i zwierzył się z tego zagrożenia kilku z nas. I jeszcze niektórzy prosili, by jednak się ukrył i przeczekał niebezpieczeństwo gdzieś na ustroniu. Wysłuchał tych rad, a o decyzję zwrócił sio do ojca Prowincjała. Można przypuszczać z wielkim prawdopodobieństwem, że sprawę przedstawił raczej. "Wytrwaj na posterunku dla dobra ogółu" - decyzja wyższego Przełożonego poszła po tej linii.

Powrócił Ojciec Maksymilian, jak twierdził z woli Bożej do Niepokalanowa i już prawie wyłącznie zajął się tylko jednym, mianowicie by nas przygotować na to uderzenie, które wkrótce miało nastąpić;. A może nie tyle na samo aresztowanie Go ile raczej na nasze przyszłe życie i dalszą działalność, trwanie i przetrwanie Niepokalanowa przez czas okupacji.

Na codziennych konferencjach przemawiał coraz serdeczniej i to z jakimś wewnętrznym wzruszeniem. Wszyscy zauważali to i odczuwali, że zbliża się jakieś wydarzenie, które zaważy nad całym klasztorem. Zresztą i sam Światy w ogólnych zarysach nadmieniał o zagrożeniu i przygotowywał nas bezpośrednio na tę prawdopodobną ewentualność.

Sekretarzowałem w tym czasie w referacie finansowym Dyrekcji Niepokalanowa, tak zwanej Prokuratorii. Zwykle codziennie chodziłem do Ojca Maksymiliana na sprawozdania z bieżących spraw. Jak i kilku innym braciom, tak i mnie Święty zwierzał się jeszcze szczegółowiej z otrzymywanych tajemnie informacji i bardzo prawdopodobnego zagrożenia aresztowania go. Mówił o najtajniejszych sprawach, które dotyczyły całego Niepokalanowa i jego osoby. O sprawie grożącego mu aresztowania publicznie w konferencjach raczej wyraźnie nie wspominał, by nie wywoływać ogólnego zaniepokojenia. Jednakże wszyscy wyczuwali z jego zachowania i nawet ogólnych wypowiedzi, że coś głęboko przeżywa, i że na to coś, które już wkrótce ma nastąpić, wszystkich nas przygotowuje duchowo. Wykorzystywał do tego codzienne konferencje zamiast rannego rozmyślania, a często i w przerwie obiadowej i wieczorem przemawiał.

W sposób szczególny traktował soboty poświęcone czci Matki Bożej. W tym czasie były też święta: Matki Bożej Gromnicznej, 2 lutego, i rocznica objawienia się Niepokalanej w Lourdes, 11 lutego. Te uroczystości Ojciec Maksymilian całkowicie poświęcił na duchowe przygotowanie nas do zbliżającego się wydarzenia - aresztowania go.

W ostatnich dniach przed swoim powtórnym aresztowaniem, wzywał mnie Ojciec Maksymilian nieraz i po trzy razy dziennie na sprawozdania. Poza codziennymi bieżącymi sprawami, sporo też czasu poświęcał mnie osobiście. Wiedział, że przeżywam pewnego rodzaju depresję i trudności duchowe, wiedział, że chwiałem się i czułem lęk, toteż chciał mnie jak najbardziej uodpornić na to, co miało nastąpić. Mówiłem mu: "Co my bez Ojca zrobimy, rozproszymy się, nie damy rady w takich trudnościach utrzymać się w klasztorze". Odpowiadał: "Nie martw się dziecko, Niepokalana wszystkim pokieruje, bez Jej woli nic się nie stanie, a jeśli Ona dopuści, to użyczy też łask i sił do przezwyciężenia trudności". Udało mu się w tych osobistych rozmowach uspokoić mnie, bo też i czule to robił, przycisnął nieraz głowę do swego serca i jakby chciał przelać całą swą ufność i miłość do Niepokalanej.

Było to 16 lutego, w przeddzień aresztowania. Wezwał mnie w godzinach popołudniowych, ale już nie w codziennych bieżących sprawach. I z mojej strony już nie była to rozmowa, a raczej słuchanie tego, co on mówił. To było przeżycie duchowe, zakończone mocnym wzruszeniem. Powiedział też: " Dziecko, jak wieczorem telefon zadzwoni i nie będziesz jeszcze spał, to przyjdę do ciebie".

Był późny wieczór i ja już zdrzemnąłem się trochę, ale gdy telefon zadzwonił, odebrałem i usłyszałem: "Dziecko, jeśli nie śpisz, to przyjdę". Przyszedł Ojciec Maksymilian i znów słuchałem go. Nie mówił już o sprawach bieżących, ani nawet o grożącym aresztowaniu. Mówił o miłości Niepokalanej ku nam. Ja słuchałem, bo cóż ja maluczki mogłem do niego mówić. Słuchałem i tylko wyrażałem, mimo trwogi, zgodność swej woli z tym, co on mówił, co chciał mi tak osobiście i bezpośrednio przekazać.

Wreszcie przytulił moją głowę do swego serca i prosił, bym za nim powtarzał:

Niepokalane Poczęcie! - Niepokalane Poczęcie!

Niepokalana Boża! - Niepokalana Boża!

Niepokalana moja! - Niepokalana moja!

Niepokalana nasza! - Niepokalana nasza!

Modlitwa ta zakończyła spotkanie. Odszedł. Ten wieczór przed swoją męką upodobnił Ojciec Maksymilian do Chrystusowego wieczoru w Ogrojcu. Było to jak gdyby echo Chrystusowego napomnienia: "Czuwajcie i módlcie się...". Jak już wiemy z dalszych faktów, szedł Święty złożyć Bogu ostatnią ofiarę swojego życia.

Mnie usposobił i prawie uniewrażliwił na to, co nazajutrz nastąpiło tak, że prawie nie zdawałem sobie sprawy, co za znaczenie ma to jego aresztowanie. Wydawało mi się, jak gdyby aresztowanych wówczas wywieziono do Warszawy tylko na zeznania i że wieczorem powrócą.

Dziś bardziej niż wówczas uprzytamniam to sobie, że wyżej przytoczona modlitwa była ostatnim pożegnaniem na ziemi, na zawsze. I zapewne było ono nie tylko dla mnie, ale także dla wszystkich... Dlatego chcę ją przekazać. - Proszę wybaczyć konieczne zwroty osobiste, których tu użyłem dla zobrazowania charakteru autentycznego przekazu.

Dzięki Ci, Święty Męczenniku, Ojcze Maksymilianie! Módl się i dziś za nas o wytrwanie w dobrem i prawdziwą pokutę.

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA