MARYJA!

Maryja wie, co robi
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Maryja wie, co robi

Spotkanie Oddaj się Maryi 4 sierpnia rozpoczął o. Mirosław Kopczewski - inicjator spotkań i wikariusz niepokalanowskiego klasztoru, odmówieniem 3 razy modlitwy Zdrowaś Maryjo. W podobny sposób św. Maksymilian rozpoczynał każde spotkanie z braćmi. W konferencji wstępnej o. Mirosław przybliżył życie św. Maksymiliana. Zwrócił uwagę na to, że założyciel Niepokalanowa wszystko i wszystkich oddawał Niepokalanej. Przypomniał także, że dla św. Maksymiliana oddanie się Niepokalanej było drogą do nieba, zaś sama Matka Boża jest osobą żywą, z którą święty miał osobowy kontakt.

Rycerstwo Niepokalanej przybliżył o. Piotr M. Lenart - wiceprezes narodowy MI. Zachęcił, by nie tylko oddać się Niepokalanej, ale być w świecie współczesnym przedłużeniem obecności samej Niepokalanej. Podczas Mszy świętej do Rycerstwa Niepokalanej (MI) wstąpiło ponad 60 osób.

Po Eucharystii i czuwaniu fatimskim, można było posilić się obiadem przygotowanym przez klasztorną kuchnię, a następnie wysłuchać świadectw członków wspólnoty Cenacolo - katolickiego stowarzyszenia niosącego pomoc uzależnionej i zagubionej młodzieży.

Na uwagę zasługują świadectwa uczestników zawierzenia.

"Z zawodu jestem śpiewakiem - mówił Andrzej z Warszawy. - Śpiewałem w zespole pieśni i tańca Mazowsze. W swoim życiu spotkałem o. Łucjana Królikowskiego. On był w nowicjacie razem z o. Maksymilianem Kolbem. Spotkałem tego ojca w USA i zadałem mu pytanie, by powiedział mi, jakim człowiekiem był o. Maksymilian. Odpowiadając powiedział, że był normalny, był jak każdy z nas, ale miał w sobie pewna siłę. Zadałem mu też pytanie, jaka jest recepta na to, by być wysłuchanym w naszych modlitwach. Usłyszałem odpowiedź: na kolanach. Bo na kolanach ofiarowujesz swoją bezsilność - to, co dla ciebie jest niemożliwe i to masz ofiarować Bogu. Kiedyś Ojciec Święty powiedział mi: Andrzej, nie zmarnuj talentu, śpiewaj dla Boga i Matki Bożej. Nie rozumiałem wtedy, co Papież przez to do mnie mówił. Jednak przez Maryję, poprzez śpiew rozpoczęła się moja droga ewangelizacji. Zaufałem Maryi i obecnie koncertuję na wszystkich kontynentach. Zauważyłem, że z tego zawierzenia w Niepokalanowie Matka Boża do mnie przemówiła poprzez fakt, że potrafię stanąć w prawdzie przed samym sobą i być pokornym. To było dla mnie bardzo trudne. Teraz tego się uczę przy wieczornym rachunku sumienia - widzę, kiedy żyłem w prawdzie, a kiedy w fałszu i iluzji. To odkrycie, jakim jestem, jest dla mnie owocem zawierzenia się Jej. Ona jest też dla mnie wzorem wiary. Ona, Niepokalana, jako jedyna nie poszła do grobu Syna. Ona jedynie pamiętała i wiedziała, że Jej Syn zmartwychwstanie. Trzeba zaufać i tej ufności też uczę się od Matki Bożej”.

"Maryja pomogła w życiu mojej córki - mówił Leszek, dzieląc się swoim świadectwem - kiedy ona miała wychodzić za mąż. Najpierw oczywiście były zaręczyny i wtedy córka powiedziała nam, że 13 maja 2017 r. planują ślub, czyli rok po zaręczynach. Wraz z żoną od razu oddaliśmy te sprawę Maryi. Przyjechaliśmy do Niepokalanowa na Zawierzenia i zawierzyliśmy córkę i przyszłego zięcia. Cieszyliśmy się z wybranej daty. Trzy miesiące przed ślubem córka zaczęła mówić, że coś się dzieje i jakoś wewnętrznie nie czuje się gotowa na to małżeństwo. My pytaliśmy w modlitwie Matkę Bożą o pomoc, gdyż całą tę sprawę Jej oddaliśmy. Moja żona postanowiła w intencji córki pójść na pieszą nocną pielgrzymkę z Miedniewic do Niepokalanowa, by jeszcze raz oddać ich Matce Bożej. Zamówiliśmy w tej intencji Mszę św. Okazała się, że to, co zostało zawierzone Matce Bożej, wszystko się rozpadło. Córka zerwała zaręczyny. Nie rozumieliśmy tego. Wierzę, że tak chciała Matka Boża, choć tego nie rozumieliśmy od razu. Dopiero mój kolega w pracy, kiedy mu o tej sytuacji opowiedziałem, opowiedział mi swoją historię i zwrócił uwagę na to, że dobrze się stało, jak się stało. On żyje w związku niesakramentalnym. Nie może przyjmować sakramentów świętych i tylko dlatego, że kiedy przed ślubem chciał zrezygnować z małżeństwa, rodzice namówili go, by się ożenił. Zrobił to, choć nie był przekonany, i po roku się rozwiódł. Kolega otworzył mi oczy na to, że w tym wszystkim Matka Boża zadziałała. I za to dziękuję, bo to daje mi spokój.

Należę do Róży Różańcowej i modlimy się za tych, którzy o modlitwę nas poproszą. Jakiś czas temu kolega zadzwonił do mojej żony i poprosił o modlitwę za nowonarodzone dziecko Rozalię, która była bardzo chora i lekarze mówili, że może nie przeżyć. Gdy żona zadzwoniła do mnie z tą intencją, poprosiłem ją, aby zadzwoniła do innych i abyśmy modlitwą różańcową objęli to dziecko i abyśmy w tym samym czasie modlili się. Tak też się stało. Umówiliśmy się smsami, że o godz. 14 będziemy modlić się o dar życia dla Rozalii. Nie znam Rozalii, ani jej rodziców, jednak kilka dni później spotkałem kolegę, który jako pierwszy poprosił o modlitwę za Rozalię i spytałam, co z tym dzieckiem. Odpowiedział, że po czterech dniach dziecko zostało wypisane ze szpitala i jest całkowicie zdrowe. Za tę łaskę pragnę podziękować Niepokalanej".

Stanisław powiedział: "Dwa lata temu kupiłem samochód, który okazał się skarbonką. Ciągle do niego dokładałem, aż w końcu zdecydowałem się go sprzedać. Firma, która skupuje samochody, oszacowała go jako złom i wyceniła na 1000 zł, choć ja zapłaciłem za niego aż 18 tys. Przed pracą codziennie staram się uczestniczyć we Mszy św. Pierwszy raz po Komunii św. poszedłem ze skargą do Pana Jezusa i powiedziałem mu, że cały czas chodzę za sprawami Jezusa, nie mam samochodu, a na dodatek bliźni robią mnie w konia. Gdy po tej Eucharystii poszedłem do pracy, otrzymałem telefon od syna mojego przyjaciela, który zaproponował mi samochód i to w bardzo dobrym stanie. Mam samochód prawie jak z salonu, a na dodatek za bardzo małe pieniądze. Chwała Jezusowi i Matce Bożej".

"Ostatnio na Zawierzeniu byłam rok temu z mężem i z dziećmi. To był dla nas trudny okres, gdyż straciliśmy dwójkę dzieci: Stasia - dwa tygodnie po narodzinach, i Faustynę - między 8. a 10. tygodniem ciąży. Przyjechaliśmy tu, by zawierzyć naszą rodzinę. Po śmierci Stasia trafiliśmy do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Wiedzieliśmy, że jesteśmy powołani do wspólnoty, ale nie wiedzieliśmy, jakiej - czy ma to być przy naszym kościele parafialnym, czy też w pobliskim sanktuarium w Świnicach Warckich. Po Mszy św. w sanktuarium ksiądz sam do nas podszedł i powiedział, abyśmy coś zaczęli robić. Poczuliśmy ulgę, gdyż zrozumieliśmy, że to sama Matka Boża nas prowadzi i wskazuje miejsce. Matka Boża posłużyła się tym kapłanem. Cztery miesiące później powstała tam wspólnota, a spotykamy się już 4 lata. Nasza wspólnota nazywa się Łaska i miłosierdzie, gdyż wszystko zawierzamy Matce Bożej. Wspólnie modlimy się, pościmy. Od momentu zawierzenia nas i naszej rodziny Matce Bożej zmieniły się nasze relacje oraz relacje do innych ludzi. Maryja otworzyła tez nasze serce na kolejne dziecko, które dziś zawierzamy Maryi. Za te wszystkie łaski dziękujemy" - powiedziała jedna z uczestniczek spotkania.

"Pragnę podzielić się świadectwem z innymi małżeństwami, aby zaufały Matce Bożej i modlitwie różańcowej - mówiła kolejna pani. - Moja córka, po siedmiu latach małżeństwa, przeżyła wielki kryzys. W intencji ich małżeństwa podjęłam modlitwę różańcową i Nowennę Pompejańską. W pewnym momencie jej mąż wyprowadził się od niej. Powiedziałam wtedy córce, by się modliła i zaufała. Po kilku dniach zięć wrócił do córki. Obecnie wybaczyli sobie krzywdy i urazy. Oczekują kolejnego dziecka i naprawdę znowu są dobrym małżeństwem. Ja dziękuję Niepokalanej za tę łaskę wyproszoną dla nich na Różańcu. W Różańcu jest moc i siła".

Maria powiedziała: "Przez kilkanaście lat prosiłam administrację, aby zrobili mi remont mieszkania. Dopiero, gdy zawierzyłam tę sprawę Matce Bożej, administracja zgodziła się i przeprowadziła remont. Matka Boża wszystko potrafi załatwić".

"Obecnie mam dwójkę prawie dorosłych synów - mówiła kolejna uczestniczka Zawierzeń. - Zanim jednak doczekałam się tych dzieci, co dwa lata straciłam kolejną trójkę dzieci. Myślałam nawet, że nigdy nie będę mieć dzieci. Dziś wiem, że wszystko trzeba zostawić Panu Bogu. Jeśli Mu zaufamy, to On jest tak Dobry i Miłosierny, że zawsze nas wspiera i pomaga. Moja koleżanka zawiozła do Medjugorie pięć kartek, próśb. Jedna z tych próśb spełniła się prawie natychmiast, inne też się wypełniają. Matka Boża jest naprawdę wspaniała. Moja koleżanka nie mogła mieć dzieci i okazało się, że jest w stanie błogosławionym... Widzę jak mocno Matka Boża działa".

TM/red.

PRZECZYTAJ TAKŻE

DZIAŁALNOŚĆ
WYDAWNICZA