MARYJA!

DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE

Swego czasu Piotr tak przemówił do braci ("a zebrało się razem około stu dwudziestu osób" - zapisał w Dziejach Apostolskich św. Łukasz): Trzeba, aby jeden z tych - a przedstawiono dwóch: Józefa o przydomku Justus, syna Saby, oraz Macieja - trzeba, aby jeden z tych "stał się razem z nami świadkiem zmartwychwstania". I "los padł na Macieja".

O tamtym Macieju niewiele wiadomo. Łukasz nie podał ani jego przydomka, ani imienia jego ojca. Niczym przysłowiowy "Filip z konopi" - wszedł Maciej w szacowne grono apostolskie. Bo Maciej nie potrzebuje żadnych przydomków ani koligacji, wszak posiada najwyższe koneksje: jest darem samego Boga. Tak się bowiem wykłada jego imię - Mattijjah: Ten, który jest darem Jahwe.

Podobnie i nasz Zmarły, brat Maciej - wszedł w grono franciszkańskich rycerzy Niepokalanej, jako "prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu". Na chrzcie rodzice - Bolesław i Zofia - nadali mu na imię Marian. Imię w sam raz dla kogoś, kto chciał poświęcić Maryi. Życie rozpoczął i skończył tego samego dnia - 25 lutego. Rodzeństwo miał liczne. Razem było ich wszystkich dziesięcioro. Rodzice poradzili sobie z tak licznym potomstwem bez 500+; pomogła Opatrzność Boża. Marian był ambitnym chłopakiem. Skończył technikum ogrodnicze. Zdobył maturę.

Jego przygoda z zakonem rozpoczęła się w 1957 r. Rok później przywdział habit. Otrzymał nowe imię: Maciej. Po kolejnych pięciu latach złożył śluby wieczyste. Stał się zakonnikiem, sługa Pana na dobre i na złe. Jego talenty związane z ogrodnictwem zostały wykorzystane dopiero po latach. Wcześniej pełnił inne posługi. Pracował w bieliźniarni, w zakładzie szewskim, w pralni. Stał też przy zmywaku. Prze krotki czas posługiwał w infirmerii. Przeszedł stosowne szkolenie. Ukończył kurs sanitarny. Grał na trąbce w orkiestrze braci w Niepokalanowie. Wreszcie z pasją oddawał się pracy ogrodniczej i porządkowej. Oprócz posług fizycznych, przełożeni powierzyli jego pieczy kandydatów do zakonu. Br. Maciej był wychowawcą (socjuszem) braci w junioracie, tj. w okresie między ślubami czasowymi do ślubów wieczystych. Byłe też dziekanem braci. Bogaty życiorys jak na skromnego brata.

Postać brata Macieja najpełniej opisują franciszkańskie miana: pokorna prostota, gorliwość, wielkoduszność i radość. Siostry i bracia św. Franciszka. Pani Bieda była jego mistrzynią.

Jak ongiś jego duchowy Ojciec z Asyżu był heroldem Pana i Jego Matki, tak brat Maciej był heroldem Niepokalanowa. Z kościelnej wieży każdego roku w miesiącu maju zwiastował Urbi et orbi - światu i miastu - całej okolicy i Niepokalanowowi należną cześć. Później, kiedy już wieża okazała się nazbyt wysoka dla nóg br. Macieja, witał pielgrzymów i turystów na klasztornym parkingu grając na trąbce maryjne pieśni. Podobnie żegnał ich dźwięcznymi tonami, które po górach, dolinach rozchodziły się torami do Warszawy, do Poznania. A kiedy zabrakło trąbki i tchu w płucach, grywał "na niby" złożywszy w trąbkę dłonie... I grał, grał Maryi na chwałę, a ludziom na powitanie i pożegnanie. Choć już bez trąbki, to wciąż witał przyjezdnych - teraz z dłonią złożoną w trąbkę i odgrywał znane melodie. Ostatnimi latami głos jego rozbrzmiewał także z rozgłośni Radia Niepokalanów. Zmawiał tam przed Apelem Jasnogórskim różańce. Tysiące różańców zmówił ze słuchaczami.

Jak powiedziałem, z zamiłowania był ogrodnikiem. Ogrodnikiem szczególnego ogrodu. Brat Czesław nazwał kiedyś ten ogród - "ogrodem świętego ojca Maksymiliana". Na co dzień za pan brat z grabkami, motyką, konewką, miotłą - no, i z trąbką. Oraz z szerokim uśmiechem pod słomkowym kapeluszem. Krzątał się w klasztorze, przy bazylice, na ulicy prowadzącej do torów. Jesienią grabił, napełniał taczkę kolorowym listowiem. Latem podczas upałów pełnił rolę woziwody. Podlewał kwiaty, żeby nie zemdlały. Wiosną plewił klasztorne grządki i przykościelne rabaty. Zimą - odśnieżał ulice i obejścia wokół bazyliki. Na chwałę Bogu. Na sławę Niepokalanej.

Ale brat Maciej był nie tylko ogrodnikiem. Był najpiękniejszym kwiatem niepokalanowskiego ogrodu i najdorodniejszym owocem klasztornego sadu. Dla wielu był uosobieniem i apoteozą Niepokalanowa. Głosicielem kolbiańskich ideałów. A kaznodzieją był niezrównanym...

Kto? Brat Maciej? Niepodobna...!

Tak. Był kaznodzieją. I to jakim! Codziennie wychodził z klasztoru za furtę, szedł do ludzi, by głosić im kazanie. Jak brat Jałowiec. Chociaż bez studiów teologicznych i znajomości retoryki, przemawiał z zapałem do przechodniów. Wędrował wzdłuż drogi, do torów i z powrotem, ciągnąc lub pchając wózek, z miotłą w ręku. Przemierzał pół Paprotni modląc się w ciszy za wszystkich napotkanych: za przyjezdnych i za miejscowych. Za tych, co pracowali w domach i na polu, w sklepach, na kolei. To uśmiechnął się do dziecka. To zamieniał kilka słów ze starszym człowiekiem. Pocieszył chorego. Pewnej kobiecie pomógł dźwigać ciężki dzban z wodą... Po całym dniu dreptania - jak się rzekło - "tam i z powrotem", wracał wreszcie do klasztoru...

- A co z kazaniem?

- Brat Maciej wygłosił je już. Bo, jak powiada św. Franciszek: Jeśli twoje ubranie jest przesiąknięte zapachem mchu, nie ma potrzeby mówić o tym - wszystkim napotkanym. Zapach powie ludziom o tym, sam za siebie.

Tak. Najlepszym kazaniem był sam brat Maciej. Sfatygowaną kartą Pisma Świętego. Każdy mógł na nią spojrzeć, dotknąć, przeczytać. posłuchać albo przejść obojętnie.

Kto teraz będzie głosił Ewangelię, kiedy zabrakło brata Macieja...?

Oto jest pytanie...

Brat Maciej przyszedł do klasztoru niepokalanowskiego wiele lat po śmierci o. Maksymiliana. I chociaż nie chodził z tymi, którzy towarzyszyli mu przez cały czas, kiedy przebywał na ziemi, stał się świadkiem jego ideałów. Był jego obrazem. Obrazem ojca Kolbego. Tak go postrzegałem...

"Widziałem cię - rzekł do Natanaela Jezus - zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym". Jakże zwięzły opis powołania do Pańskiego ogrodu - najpierw z drzewem figowym; potem - Gethsemani. Ale Pan powiedział Maciejowi coś jeszcze: "Zobaczysz jeszcze więcej niż to".

Tak, brat Maciej widzi dziś znacznie więcej niż my tutaj zgromadzeni; znacznie więcej niż swój ogród w Niepokalanowie: kwitnące w nim kwiaty, dojrzewające w sadzie owoce. Teraz cieszy się "radością niewymowną i pełną chwały"; teraz, gdy osiągnął cele swojej wiary - zbawienie duszy. Zrodzony przez zmartwychwstanie Chrystusa do żywej nadziei: "do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego", które zostało - jak mocno w to wierzymy - zachowane dla niego w niebie.

Bóg w swoim Słowie zwraca się także i do nas, ostatnich pielgrzymów, których brat Maciej żegna dziś w Niepokalanowie: "Radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku". Przez ten smutek "wartość waszej wiary okaże się cenniejsza od zniszczalnego złota".

Obecne czasy w naszym kraju, a może i naszym klasztorze (?) - cechuje pęd ku sławie, potędze i władzy. Bywa to często, w naszym mniemaniu, sława zbożna, potęga święta, władza duchowa. Koszty takich pożądań mogą być jednak bardzo wysokie. Wystarczy popatrzeć na Niepokalanów. Skurczyły się jego drewniane opłotki, które stawiał św. Maksymilian pospołu z braćmi. Świat wszedł za furtę. Cofnął się klasztor, skurczył w sobie. Kiedyś miasto Niepokalanej rozbrzmiewało setkami głosów radosnych braci Maciejów, dziś już mało kto - z maturą czy bez - przestępuje przez próg klasztoru z myślą, by zostać bratem zakonnym: przy zmywaku, przy szewskim kopycie, w pralni, w ogrodzi czy w bocznej ławce - z różańcem. Nie widać następców brata Macieja, brata Jałowca..., pomocników świętego naszego Ojca Franciszka, św. Maksymiliana.

Bracie Macieju, do Ciebie zwracam się teraz: weź swą niebiańską trąbkę i zatrąb, ale tak, żeby słychać było na ziemi. W Niepokalanowie! Zatrąb na chwałę Bogu i na pożytek ludziom. Wezwij kandydatów do furty. Przyprowadź kolejnych braci, by zmawiali różańce, grali na trąbkach, podlewali kwiaty, uśmiechali się do dzieci; by pracą i modlitwą głosili kazania. A tobie, br. Macieju, niezłomny heroldzie klasztoru, niech Pan da wieczne życie w darze.

Amen.

O. dr hab. Ignacy Kosmana OFMConv,
Niepokalanów, 02.03.2017, bazylika - Msza święta , godz. 11.00


Radio Niepokalanów

Radio Niepokalanów jest najstarszą katolicką rozgłośnią w Polsce. 8 grudnia 1938 św. Maksymilian Kolbe z Niepokalanowa nadał pierwszy program radiowy.

ZASIĘG

Wydawnictwo

Wydawnictwo Ojców Franciszkanów powstało wraz z założeniem Niepokalanowa w 1927 r. przez św. Maksymiliana Marii Kolbego.
Naszym celem jest kontynuacja idei św. Maksymiliana, który chciał zdobyć cały świat dla Niepokalanej poprzez "słowo drukowane".

WIĘCEJ

Drukarnia

Naszym klientom oferujemy pełny zakres usług poligraficznych. Świadczymy usługi ksero.

WIĘCEJ

Polecane
WYDAWNICTWA