MARYJA!

777 - List okólny do braci przebywających poza Niepokalanowem
DAROWIZNA
SŁUCHAJ ON-LINE
POGOTOWIE MODLITEWNE
Termomodernizacja

Oryg.: brak
Odp.: ms AN. Trzy karty dwustr. zapis.

Niepokalanów, 16 VII 1940

Maryja!

Drogie moje Dzieci, Tym razem podaję Wam nieco urywków z niektórych listów braci:

- - - -

... bardzo mi smutno za Wami i za kochanym naszym Niepokalanowem, ale Niepokalana tym się wszystkim opiekuje. Nie wiem, czy ten list dojdzie do Was, czy go otrzymacie, a jeżeli dostaniecie, to proszę mi odpisać. Nie będę pisał dużo, bo nie wiem, czy z nas ktoś tam jest w naszym kochanym ubogim Miasteczku Niepokalanej...

- - - -

... Dotarła do nas wiadomość, że Niepokalanów już jest czynny; czy to jest zgodne z prawdą? Bo "jako jeleń pragnie do źródeł wodnych, tak serca nasze tęsknią" por. Ps 41,2 do życia klasztornego. Bardzo prosimy o wiadomość w tej sprawie. prosimy o modlitwę do Niepokalanej, by i nas, swoje dzieci, sprowadziła do ogródka swego.

Cześć Niepokalanej!

- - - -

... Chociażby nas dzieliły kraje, morza, oceany, to jednak serca i dusze nasze byłyby i wtedy złączone wspólnym celem każdego człowieka, ideą i celem Milicji Niepokalanej.

... Odczuwam cierpienie z powodu, że nie jestem razem w opłotkach grodu Niepokalanej.

Im dłużej przebywam poza klasztorem, tym więcej go kocham, tym bardziej tęsknię do niego. Teraz dopiero widzę i sercem czuje, że tam jest królestwo Niepokalanej A stamtąd słodka Jej opieka napełnia duszę mą pokojem. Nadzieją i miłością w Niej żyję. Mino woli budzi się w człowieku jakaś młodość, jakieś życie, świeżość i wesołość wstępuje promienna i pogodna, która tak mile nastraja duszę i podnosi ją wysoko do celu. Zdarza się nieraz, że zapał stygnie, praca duchowa staje się cięższa, że aż się lękam czasem swej nieudolności, że tak a mi brak odwagi do pełnienia cnót...

- - - -

Przepraszam bardzo, że tak długo nie pisałem. Nie, wiedziałem, czy są w Niepokalanowie bracia. Dowiedziałem się dzisiaj w mieście. Ucieszyłem się bardzo i składam serdeczne dzięki Maryi Niepokalanej, że zachowała swój gród. Przyszedłbym tam bardzo chętnie, choćby pieszo, ale nie wiem, czy można. Może będzie Ojciec Gwardian łaskaw mi napisać, bo mi bardzo tęskno.

- - - -

... Obecnie jestem u rodziców. Czuję się zdrowo i dobrze. Tylko tęskno mi bardzo za dawną placówką - po prostu jak dziecko do piersi matki, gdy jest jej pozbawione.

W tych stronach jest więcej braci naszych, którzy w każdej chwili pragnęliby się tam dostać.

- - - -

... stale dręczy mnie myśl, że nie tu moje miejsce (tj. gdzie się obecnie znajduję), lecz już powinienem być w Zagrodzie Niepokalanej. Tęsknota tu czasem jest tak wielka, że bez łez się nie obejdzie, ale widocznie Niepokalana te trudności nasuwa, by się mocje powołanie ugruntowało jeszcze bardziej. Ufam, iż pod Jej opieką wszystkie te trudności z łatwością pokonam i przyjdzie chwila, kiedy u Jej stóp w zaciszu klasztornym będę mógł się swobodnie pomodlić...

- - - -

... Teraz jak sobie przypomnę o kochanym Niepokalanowie, to jednym tchem bym tam chciał być, wyrwać się z tego światowego więzienia, chociaż po ludzku - jak to zazwyczaj ludzie mówią - klasztory nazywają więzieniami. Więzieniami, o jak oni się grubo mylą. O gdyby spróbowali chociaż miesiąc czasu w klasztorze, to by nie chcieli już wyjść z tego kochanego więzienia miłości...

- - - -

... mamusia podaje mi list z klasztoru. Oczom własnym nie wierzyłem, dopiero po przeczytaniu pierwszych wyrazów: Maryja i Drogie Dzieci, upewniłem się, że to nie złudzenie, ale rzeczywistość.

Czym dla mnie ten list, tego wyrazić nie potrafią, ale to wiem, że przyniósł mi nowe siły do codziennej walki, ożywił miłość i wdzięczność ku Matce Najświętszej za tyle wprost cudownej opieki, zwłaszcza w czasie wojny - zamknie usta tym, którzy w jakikolwiek sposób chcieli złamać wiarę moją w powrót do dawnego trybu życia. Z listu tego poznaję, że naprawdę służyliśmy Bogu, nie dla własnej korzyści i niczym dla nas trud i poświęcenie, byle tylko pozyskać dusze dla Niepokalanej, by miłość ku Niej rozszerzać po całym świecie...

- - - -

... Gdym tylko otrzymał ten list, zaraz go otworzyłem i byłem pewny, że to jest jakie zaświadczenie lub przepustka na powrót do Zagrody Niepokalanej. Serce biło mi z radości i płaczu. Spoglądam i czytam tytuł "Drogie Dzieci" i podpis Przewielebnego O. Gwardiana. Spokój mnie ogarnia; wyobraźnia przedstawia mi Najukochańszego O. Gwardiana, jak stoi przede mną, opuszczonym przez rodziców, siostry i braci, pocieszając mnie na sercu i duszy. Od tej chwili ogarnia mnie jeszcze większa tęsknota za Zagrodą Niepokalanej. Co za szczęście macie, Kochani Bracia, że możecie tak razem pracować dla Niepokalanej i być codziennie na nabożeństwie i adoracji Najświętszego Sakramentu...

- - - -

Tęsknię za Zagrodą Niepokalanej, gdzie się czułem tak szczęśliwy...

- - - -

... jestem zdrów, lecz w tęsknocie za macierzystym gniazdem...

- - - -

... Zważam również na warunki życiowe tej placówki, ale to mie nie odstrasza... ... Pragnę tam pracować i cierpieć razem z Wami dla Niepokalanej, o co też zawsze Ją proszę...

- - - -

... Bardzo cierpię, lecz cieszę się, że mogę cierpieć dla Maryi. Obudziła się i wielka tęsknota serca mego do Niepokalanowa. Często o nim myślę i duszą w nim przebywam, prosząc Niepokalaną o siłę i ufam, ufam, marząc o owym wielkim i szczęśliwym dniu powrotu, abym zamknąwszy się świętą klauzurą, mógł nadal żyć dla Maryi...

- - - -

Jak wiele byłoby do powiedzenia, gdybym nie wiedział, że Przewielebny Ojciec Gwardian wie dobrze, jakie uczucia tęsknoty towarzyszą każdemu prawdziwemu zakonnikowi, kto z jakichkolwiek przyczyn znalazł się poza murami klasztoru.

- - - -

... piszę list do Ojca Gwardiana - piszę jak dziecko do kochającego Ojca. Rodzinę przez śluby prawie opuściłem, Tatuś nie żyje, to któż mi Tatusia zastąpi, jeśli nie Ojciec Gwardian. Więc piszę z całą szczerością - nie patrząc na styl, lecz na miłość i serce, jak dziecko rozłączone od Ojca a pragnące się z nim zobaczyć i miłością połączyć. Przyznam się, że w sercu jest smutek, w oczach łzy...

... Słuszne było powiedzenie Ojca Gwardiana na jednej konferencji, "że zakonnik czuje się na świecie, jak ryba bez wody" 1 - doświadczam tego, Nie ma Komunii św. codziennie, a dusza nie ma już tego pokarmu, natomiast ciało się więcej leni, a co najgorsze to stałe obcowanie z ludźmi.

U Mamusi mam wszystko co konieczne. Choć Mama bardzo mnie kocha i cieszy się, iż tak piękny stan sobie wybrałem - czuję się w domu bardzo źle, chciałbym jak najprędzej wyjechać.

... Więc bardzo chętnie, o ile możliwe, pragnę przybyć do klasztoru bez względu, jakie mogą być warunki - gotowy na wszystko dla Maryi. Chcę do śmierci Niepokalaną kochać i być Jej choć może niegodnym sługą, ale zawsze nieodwołalnie Jej służyć i cierpieć. Bo cóż, że ciało marnieje, ale dusza pięknieje i rośnie dla Tej, której jest własnością. Przyznam się szczerze: wolę w klasztorze kawałek czarnego chleba, niż w świecie między ludźmi mieć wszystko, bo tam ciało rośnie, a dusza maleje.

W klasztorze jest więcej zapewniona dusza. Zawsze posłuszeństwo i lepiej zachowa się śluby, zwłaszcza czystość. - Pragnę dlatego przyjechać choćby zaraz. Słodu, chłodu oraz cierpienia się nie boję - bo to dla Maryi - owszem pragnę. Pragnę dalej realizować całkowicie: "abym w Twoich Niepokalanych i najmiłościwszych rękach stał się użytecznym narzędziem..." 2

- - - -

... Czuję się dobrze, choć czasem bardzo mi się dłuży i przykrzy za Niepokalanowem...

... Staram się być tym teraz, czym byłem pierwej i z utęsknieniem wyczekuję cnej chwili, tego "przyjeżdżaj", by znów stanąć do pracy dla Niej, lecz ze zdwojoną siłą i świeżą gorliwością.

Codziennie polecam naszej Mamusi Przewielebnego O. Gwardiana i braci obecnych już w Niepokalanowie, jak i tych, co są poza jego opłotkami...

- - - -

... Jestem po ślubach czasowych, dlatego też pragnę natychmiast wracać z powrotem do klasztoru...

Tęsknota za zaciszem klasztornym sprawia mi ból niewymowny, brak zakonnego towarzystwa, zakonnej rozmowy, jest bólem bardzo dojmującym. Nie mam blisko nikogo z moich współbraci zakonnych, przed którymi mógłbym się wyżalić, wspólnie pocieszyć, wzajemnie się zachęcić do ochotniejszego znoszenia tych cierpień moralnych. Bo cierpienia fizyczne są niczym w porównaniu z tymi, które przezywam...

- - - -

... Życie zakonne wśród świata, który ze wszech stron usiłuje wcisnąć się do duszy zakonnika, jest pod tym względem ciężkie i budzi wielką tęsknotę za klasztorem...

... Z utęsknieniem oczekuję tej chwili, w której na nowo ukryję się za klauzurą...

- - - -

... Co do warunków duchowych to jest ciężko, zupełnie brak pokarmu duchowego, inne otoczenie - jednym słowem: jest ciężko. Nie mogę się doczekać, kiedy się to wreszcie wszystko skończy, ale zgadzam się z Wolą Bożą.

- - - -

... Zdecydowałem się na wszystko i powrócić do Niepokalanowa, bo głód, zimno i męczeństwo można otrzymać wszędzie... Dusza moja pragnie już być w tym raju, gdzie się tyle lat pracowało, żeby otrzymać nawet palmę męczeństwa...

- - - -

... Jeszcze jest czas wojenny i w każdej chwili mogą nas rozpędzić, albo zabrać do niewoli, ale któż by się obawiał cierpieć dla sprawy Niepokalanej tutaj na ziemi? Wszak jeszcze za mało cierpiałem dla Ciebie, Matuchno moja! pragnę więc z miłości ku Tobie coś cierpieć, przyjmij mnie do swego grona. Jeszcze raz proszę najpokorniej o przychylną odpowiedź, jeśli jest wola Niepokalanej.

- - - -

... Rozproszyliśmy się wszyscy, jak ten liść jesienny pod tchnieniem wiatru, na wszystkie strony, jakeśmy ze wszystkich stron przyszli...

... Materialny byt mam tu zapewniony, jednym słowem: nam dobrze. Lecz co z duchem się stanie? Niestety, czuje się, jak on stopniowo zamiera. Tak trudno, bardzo trudno, zakonnikowi żyć na świecie...

- - - -

Przewielebny Ojciec Gwardian zwykł często powtarzać, żeby za furtą bracia prowadzili misje. - Jak zdołałem zauważyć, to jedni rzeczywiście starają się prowadzić misje - własnym życiem, powiedzieć jednak muszę z bólem, że są i tacy, którzy swym życiem nie dają przykładu ludziom świeckim, lecz zgorszenie. Smutne to i przykre, ale prawdziwe. Powód zasadniczy - według mego zdania i zaobserwowania jest taki, że dany zakonnik nie był dobrym zakonnikiem w Niepokalanowie. Jak wyszedł poza furtę, zaczął się zaniedbywać w modlitwie i medytacji i powoli zobojętniał prawie zupełnie, że go klasztor wcale nie ciągnie, a co gorsza, zaczyna mniej zwracać uwagę na śluby i regułę zakonną. Chcę tu zaznaczyć i podkreślić, że modlitwa za braci poza Niepokalanowem jest bardzo potrzebna. Ci bracia, którzy adorują, powinni za swych współbraci dużo a dobrze się modlić. Im daje Bóg łaskę przebywania w klasztorze, gdzie można się dużo modlić. Inni tej łaski nie mają, a w dodatku, narażeni są na wpływy świata. Niechże więc mieszkańcy klasztoru modlą się za współbraci mieszkańców w świecie...

... Niech kto co chce mówi, że i poza klasztorem zakonnik może być dobrym zakonnikiem - to jednak ja na podstawie obserwacji mam zupełnie inne przekonanie w tej sprawie. Czy zakonnik świątobliwy, czy mniej świątobliwy, czy chce, czy nie chce, świat urabia go powoli na swój sposób, jeśli wśród niego przebywa.

... Wolę w klasztorze gotowy być na wszystko i zjeść raz na dzień, a nawet umrzeć z głodu, niż poza klasztorem mieć wszystkiego pod dostatkiem. - Proszę się nie dziwić moim zapatrywaniom, ale ja wychodzę z tego założenia, że ślubowałem Bogu a nie ludziom i muszę co do joty wszystko zachować. A w klasztorze daleko łatwiej zachować śluby niż poza klasztorem...

- - - -

Wierzę, iż te wynurzenia są szczere. Wie o tym też Niepokalana.

Kto więc, spytacie, może już powrócić?

Kto gotów dla Niepokalanej na wszystko, chociażby nawet przyszło złożyć Jej życie swoje w ofierze, bo jeszcze w Europie krew się leje i trudno wiedzieć, co się wydarzyć może. Wprawdzie w akcie poświęcenia Niepokalanej powtarzamy, by czyniła z nami, "cokolwiek Jej się podoba", i nie chodzi o to, by nie odczuwać obaw, ale by na Niej tylko polegać, i modlić się o potrzebne siły, ale "że ciało mdłe" Mt 26,41, Mk 14,38, nie zawsze nadąża za duchem, stąd mógłby się czasem komu zdarzyć żal, że się nie uchylił od cierpienia.

Dlatego ten niezbędny warunek.

Następnie co do aspirantów nie mam jeszcze z Prowincjałatu ogólnego upoważnienia do przyjmowania powracających. Lecz załatwia się poszczególne wypadki osobno.

Wielu też braci znajduje się poza kordonami granic i na próżno usiłują do Niepokalanowa się przedostać - tym nie pozostaje nic innego, jak modlić się, starać się, ale nie trapić się, bo i w tym jest Wola Boża, Wola Niepokalanej. Może i w tych stronach życiem swym mają głosić chwałę Niepokalanej. Jeżeli ze swej strony starać się będą o ile możności nie zaniedbywać się i w praktykach zakonnych, mogą być spokojni, że i Niepokalana nie zapomni o nich, czule się nimi opiekować i nad postępem duszy czuwać będzie, tak że i sami żadnego uszczerbku nie poniosą, i drugim do zbliżenia się do Niej dopomogą.

Chociaż więc nie ma ścisłego obowiązku, to jednak każdy, kto gotów na wszystkona stałe pragnie powrócić, może to już uczynić. Dobrze by było przedtem dać znać o sobie listownie.

Wasz
br. Maksymilian M-a Kolbe

Nieco wieści z Niepokalanowa 3

Ponieważ nie wszyscy mieli możność otrzymać list poprzedni z wiadomościami, pokrótce i co w nim było powtórzę.

Braci obecnie jest zaledwie część trzecia z ogólnej cyfry poprzedniej - około osiemset mieszkańców Niepokalanowa. Kwadrat, Odzieżowy ("COP"), Nowicjat, Małe Seminarium Misyjne zamieszkują jeszcze wychodźcy, którzy jednak powoli się już rozjeżdżają. Z cyfry 1.500 pozostała zaledwie połowa. Są to Volksdeutsche; poprzednio było 2.000 Polaków i 1.500 Żydów. Gdy pozostali w Niepokalanowie bracia w liczbie około 30, którzy obsługiwali kaplicę i służyli uciekinierom pożywieniem, odzieżą i pomocą sanitarną, zostali wraz z o. gwardianem i o. wikarym 4 wywiezieni do Niemiec, tylko 3 wówczas braci pozostawiono do obsługi rannych w szpitaliku.

Od czasu zwolnienia wywiezionych w dzień Niepokalanego Poczęcia ruszył motor, światło elektryczne zabłysło po lokalach i ulicach klasztoru, a i w sercach rozbudził się na nowo zapał do dalszej wspólnej pracy nad pozyskiwaniem wszystkich po całej kuli ziemskiej dla Królowej nie tylko nieba ale i ziemi - Niepokalanej.

Wprawdzie i osobno każda Jej oddana dusza i inne bratnie dusze do Niej pociągnąć może, ale jako zakonnicy mamy prawo i obowiązek przebywać w klasztorze i wspólnie przez doskonałe praktykowanie ślubów zakonnych i sami się uświęcać i innych do uświęcenia pociągać.

Misja na zewnątrz klasztoru jest dobra i potrzebna, ale nie jest pozbawiona niebezpieczeństwa dla samego misjonarza. Odczuwał to nawet św. Paweł, gdy pisał; "Karcę ciało moje i w niewolę podbijam, bym snadź drugim opowiadając sam nie był odrzuconym" 1 Kor 9,27. - I doświadczenia ostatnie też w całej pełni prawdę tę poświadczają.

Prasa jeszcze nie ruszyła; brak zezwolenia nawet na "Rycerza" mimo usilnych o to starań. Obecnie ponawiamy starania.

Najwznioślejsza jednak działalność się rozwija, to jest modlitwa. Nawet do poprzednich praktyk przybyła stała adoracja Najświętszego Sakramentu, o czym od dawna się marzyło. Nasamprzód po dwóch, potem po czterech, a teraz po sześciu braci co pół godziny się zmienia przez cały dzień, i tak przez dzień cały nieprzerwany płynie strumień modlitwy, tej największej potęgi we wszechświecie, zdolnej przeobrażać nas i zmieniać oblicze świata.

Druga potężna dźwignia - cierpienie - mniej obecnie czynna, bo infirmeria prawie że pusta.

Do Niepokalanowa niebieskiego przenieśli się: br. Cyryl, skazany już przed wojną przez lekarzy na śmierć; 2) br. Bonfiliusz w sanatorium w Otwocku, pozostawiając pośród otoczenia po sobie wrażenie wyjątkowo gorliwie spełnionej misji cierpliwości i świętego życia, 3) br. Józef Oblubieniec powrócił z tyfusem i przykładnie życia dokonał; 4) z Syberii doszła nas wiadomość o śmierci w dzień Wielkiego Piątku br. Celestyna Sowy; odnowiła mu się gruźlica, na którą w klasztorze się leczył; 5) br. Amatus zamieszkał u rodzonej siostry i gdy szedł po mleko dla dzieci, został ujęty przez wkraczające wojska i rozstrzelany; 6) br. Rodrycjusz w domu rodziców zmarł na zapalenie płuc. - Za tych Niepokalanowian należy zmówić po 2 koronki franciszkańskie. - Poza tym z naszej ziemskiej Prowincji pielgrzymki ziemskiej dokonali ojcowie: Juliusz, Teodor, Anatol i Alojzy, i bracia; Hugolin, Łukasz, Jan Chrzciciel i Sylwester. - Za tych po jednej koronce w myśl przepisów zakonnych.

Działalność nie zmieniła swego zasadniczego charakteru, nie tylko ze względu na cel pozyskania całego świata dla Niepokalanej, ale i co do charakteru ubóstwa, bo i teraz ofiarowujemy wszystkim, którzy o to proszą, bezinteresownie, dobroczynnie naszą pracę i przyjmujemy od wszystkich, którzy chcą z nami współpracować, dobrowolni ofiary; więc nie ma ani przemysłu, ni handlu, ale misja Niepokalanej. - Surowca dostarczają zainteresowani lub jego równoważność w naturze albo w groszach. Chociaż taki system wymiany raczej duchowej, życzliwości i miłości nadnaturalnej, zamiast materialnej jest właściwością raczej nieba, to jednak, o tyle o ile - i na tym materialnym i zmaterializowanym świecie ta roślinka rozwijać się może.

Dawna samowystarczalność wewnętrzna przekroczyła obecnie furtę i obsługuje całą okolicę. Tak więc żywnościowy poza karmieniem ubogich i przechodniów nie tylko kucharzy dla obozu wysiedlonych, ale także wypieka chleb, wyciska olej, służy jarzynami i w tej chwili przygotowuje obszerną przetwórczość mleczną.

Odzieżowy wydaje odzienie, bieliznę i obuwie nędzarzom obdartym, pukającym do furty i wykonuje sporo przyodziewku za furtę. - Utrudnia tu brak surowców.

Sanitarny przyjmuje poza wysiedlonymi jeszcze dziesiątki innych chorych zza furty. Służy im lekami i udaje się też do ich łoża po okolicy. Nawet w klasztorze powstał szpitalik dla świeckich.

Sekretariat MIP-a 5 usadowił się przy nowej furcie i tam przyjmuje prace na cały Niepokalanów. Liczy średnio 50 interesantów dziennie.

W siódemce 6 rozwinął się silniej dział fotograficzny i wykonuje do 800 różnych fotografii tygodniowo. - Pracują czasem i ponad 12 godzin na dobę.

Tęgo wygląda i narzędziowy. Zdążył już wynaprawiać sporo narzędzi i maszyn zwłaszcza rolniczych i nie może nadążyć w pracy. W tej chwili na przykład czeka do wykonania 9 młocarni (gruntowny remont), 9 młocarni nowych, 3 młocarnie parowe do remontu, kieratów 8 (do naprawy), 9 do zrobienia nowych, 6 sieczkarni (naprawa), 3 wialnie (nowe), 3 siewniki (remont), 4 traktory (remont), 2 samochody (remont) i wiele innych. - Tak więc montownia zwłaszcza, ślusarnia i tokarnia nieraz zarywają późnymi nocami. - Osobny poddział rowerowy i zegarkowy dopełniają całości.

Przed tartakiem zatrzęsienie kloców do przetarcia. W stolarni praca wytężona i trudno dotrzymać terminów. Betoniarnia tworzy pustaki i kręgi.

Ruszyła rzeźbiarnia, żyje malarski, a około 100 figurek Niepokalanej naszego wyrobu minęło już furtę. I tu zamówienia silnie prześcigają zdolność wytwórczą.

Dołączam nieco ilustracji (10 sztuk).

Z Japonii donoszą, że tamtejszy Niepokalanów został Komisariatem. Komisarzem o. Samuel, zastępcą o. Mieczysław, gwardianem o. Donat. Dzięki Niepokalanej Jej Mugenzai no Sono otworzyło nową klasę w Małym Seminarium Misyjnym i osiągnęło już samowystarczalność materialną. Będzie można łatwiej pomyśleć o nowym Niepokalanowie. Może to będzie chiński, może hinduski, albo jeszcze inny? - Módlmy się, by Niepokalana zechciała przyśpieszyć tę chwilę.

- - - -

Trochę iskierek:

Świeżo mianowany z Rzymu, na miejsce nieobecnego o. Nikodema, nowy o. magister braci nowicjuszów o. Pius rozpoczyna nowicjat z dniem 7 września.

W sierpniu przypadają śluby solemne 70 braciom, z tych zaledwie 27 zdołało przedostać się do klasztoru.

W Krakowie nowa gromadka kleryków otrzymała święcenia kapłańskie, pośród nich kilku z Małego Seminarium Misyjnego 7.

I o. jubilat 8 mimo podeszłego wieku i br. Kamil mimo ciężkiej choroby serca i bracia Hilary i Samuel mimo wersji, że życie utracili, żyją i przebywają w klasztorze.

Módlmy się, Drogie Dzieci, a módlmy dobrze i każdy dużo - za wszystkich i każdego z osobna, by nikt z nas nie słabł na duszy, nie zeświecczał, ale wszyscy byśmy spełnili w sobie to, co zamierzył Pan Bóg dopuszczając obecne czasy wyjątkowe na świat.

O. Maksymilian m-a Kolbe


"1" OMK w konferencjach, do braci w Niepokalanowie przed wrześniem 1939 nieraz mówił o wielkiej łasce powołania zakonnego i sposobach apostolstwa wśród ludzi świeckich na wypadek rozsypki, np. 16 III 1938, 7 I 1939 i przy innych okazjach.

"2" z aktu poświęcenia się Niepokalanej.

"3" Współredaktorem tekstu był br. sekretarz - por. Pisma OMK IV, 774 przyp. 2.

"4" tj. OMK i o. Pius Bartosik.

"5" MIP tj. MI na Polskę.

"6" tj. w siódmym kierownictwie wewnętrznej organizacji Niepokalanowa, zajmującym się reprodukcją.

"7" Byli to (wg powołania: o. Bogumił Talarek, o. Władysław Ryguła, o. Damian Tyniecki, o. Cezary Baran i o. Stefan Leitholz.

"8" O. Szymon Łaś

Radio Niepokalanów

Radio Niepokalanów jest najstarszą katolicką rozgłośnią w Polsce. 8 grudnia 1938 św. Maksymilian Kolbe z Niepokalanowa nadał pierwszy program radiowy.

ZASIĘG

Wydawnictwo

Wydawnictwo Ojców Franciszkanów powstało wraz z założeniem Niepokalanowa w 1927 r. przez św. Maksymiliana Marii Kolbego.
Naszym celem jest kontynuacja idei św. Maksymiliana, który chciał zdobyć cały świat dla Niepokalanej poprzez "słowo drukowane".

WIĘCEJ

Drukarnia

Naszym klientom oferujemy pełny zakres usług poligraficznych. Świadczymy usługi ksero.

WIĘCEJ

Polecane
WYDAWNICTWA